W piłce nożnej pierwsze miejsce zajmuje - jakżeby inaczej - Manchester United. Dorastałem w domu sympatyka tego klubu, który jest z nim związany od momentu zatrudnienia sir Alexa Fergusona. Tato przez kilka lat zbierał każdy numer magazynu Piłka Nożna, w tym ten listopadowy z 1986 r. poświęcony przyszłej szkockiej legendzie futbolu. Zapoznał się z historią klubu, w tym katastrofą w Monachium, a także z nastawieniem Fergusona i planami na przywrócenie klubu z Old Trafford na najwyższą sportową półkę - wsiąknął. Dla mnie nie było więc innego wyboru, tym bardziej, że wspólne oglądanie meczów United było i jest jedną z niewielu naszych wspólnych pasji. Kiedy jeszcze mieszkałem w domu, oglądanie występów United było wręcz tradycją. Osobiście uważam Manchester United za najpiękniejszy klub w historii, bo najbardziej romantyczny. Pies ratujący klub od bankructwa, Busby Babes grający najlepszą piłkę w Europie, tragedia w Monachium wraz z późniejszym powrotem na szczyt, postać sir Alexa Fergusona i prawie 30 lat za sterami klubu, rocznik '92, dwa gole w Barcelonie i tak dalej. Nie ma w futbolu piękniejszej historii od tej napisanej w Teatrze Marzeń.
Jeżeli chodzi o polskie podwórko, to jestem najbardziej przywiązany do Legii Warszawa i Motoru Lublin. Tutaj nie mam nic szczególnego do napisania - kwestia pochodzenia, rodziny, zamieszkania, dorastania i tak dalej. Niby te dwa kluby mają ze sobą kosę, ale primo - nie mógłbym mieć tego bardziej w dupie; secundo - z oczywistych przyczyn rywalizacja ta nie istnieje na polu sportowym, a ja nie jestem małpą, żeby brać udział w kibolskich animozjach; tertio - to nie jest tradycyjna rywalizacja jak pomiędzy Legią a Wisłą czy Lechem.
Oprócz tego uwielbiam włoską piłkę, jak i zresztą sam kraj, który - wyłączając Polskę - jest chyba moim ulubionym. Szczególną sympatią pałam do Sycylii, która jest moim osobistym rajem na ziemi. Z utęsknieniem czekam zatem na powrót Palermo do Serie A, który po ostatnich barażach niestety przedłużył się co najmniej o rok. Z wielkiej trójki zdecydowanie najbardziej lubię Milan, za to bardzo nie lubię Interu, czemu już zdarzyło mi się dać upust na tym forum. Pirlo, Kaká i Maldini należą do kanonu moich ulubionych piłkarzy, do tego do tej pory darzę sympatią postać Berlusconiego. Do tego nie lubię Lazio, więc naturalnie życzę jak najlepiej Romie. Jak każdy mam też jakieś swoje mniej lub bardziej silne przekonania co do innych zagranicznych lig. W Niemczech się oglądało tego Lewego w Monachium, do tego Bawaria jest najpiękniejszym bundeslandem z katolicką tradycją, będącym taką cywilizowaną cząstką Austrii w pruskim bachorze. Nie nazwałbym się sympatykiem Bayernu, bo nie jestem na tyle emocjonalny, żeby pomieścić aż tyle klubów w serduszku, no ale obecne porażki tej drużyny wcale mnie jakoś szczególnie nie rajcują. W Hiszpanii nie lubię Barcelony, a Real jest obiektywnie największym klubem na świecie, więc niech sobie wygrywają chłopaki z Bernabeu.
W sportach amerykańskich trzymam kciuki za drużyny z Bostonu. Dlaczego? Kiedyś rozważałem emigrację, a Nowa Anglia jest moim ulubionym regionem tego kraju. Ponadto Patriots Brady'ego byli moim pierwszym kontaktem z futbolem amerykańskim, a Jayson Tatum jest pierwszym koszykarzem, którego karierę z sympatią świadomie śledzę od draftu. Byłem wtedy przekonany, że osiągnie sukces, a koledzy w liceum droczyli się ze mną z tego powodu, toteż aktualne sukcesy Celtów śledzę z uśmiechem na ustach. Jednym z moim ulubionych zawodników starej daty jest Larry Bird, tak więc znowu - nie mogło być inaczej. W dalszej kolejności sympatyzuję z drużynami z Seattle, bo PNW to mój drugi ulubiony region tego kraju, z tym że tutaj niestety na powrót koszykówki trzeba będzie jeszcze poczekać.
Formuła 1 - Ferrari. Schumacher jest GOAT-em, nie ma piękniejszych bolidów i lepszej estetyki w tym sporcie. Monako należy do Ferrari, co ostatnio pokazali Leclerc z Sainzem.
Tenis - z wielkiej trójki najbardziej lubię Djokovicia. W dalszej kolejności Federera. Serb zgarnął moje serce wszechstronnością i silnym charakterem, który zaprezentował w ostatnich latach w obliczu szczepionkowego terroryzmu. Z młodszego pokolenia najbardziej sympatyzuję z Tsitsipasem i Alcarazem.
Są jeszcze inne sporty - jakieś żeglarstwo czy rugby, ale albo sporty te są inaczej zorganizowane i trudno po prostu wskazać jakąś drużynę, której się kibicuje, albo też jestem jakimś niedzielnym widzem i nie mam żadnych większych przekonań, albo po prostu wolę dany sport uprawiać niż go oglądać (vide żeglarstwo).
Fanom innych drużyn/sportowców życzę możliwie najszybszego objawienia i przejścia na słuszne strony.



