1. kolejka
Club Brugge - Mechelen 1:1 (Seys 51' - Pflücke 65')
Już w pierwszym meczu nowego sezonu miała miejsce spora niespodzianka, obrońcy tytułu stracili punkty z Mechelen. Brugia miała inicjatywę, choć długo nie potrafiła stwarzać sobie sytuacji bramkowych. Dopiero w 31 min. po strzale Nigeryjczyka Onyediki piłka odbiła się najpierw od słupka, a następnie od zaskoczonego bramkarza Ortwina de Wolfa i wyszła w pole. W 41 min. po dośrodkowaniu w pole karne głową uderzył Brandon Mechele jednak stojący na linii bramkowej gracz gości zdołał wybić piłkę. Po przerwie Brugia w końcu objęła prowadzenie - Joaquin Seys uderzył po ziemi, we Wolf miał piłkę na rękach, ale przepuścił ją i wtoczyła się do siatki. Po utracie gola przez Mechelen z obrazu gry niewiele wskazywało na to, że goście mogą powalczyć w tym meczu, ale stało się inaczej. Na lewym skrzydle wprowadzony chwilę wcześniej Petter Dahl świetnie ograł Vanakena, który po przegranym pojedynku odpuścił rywala, po czym Norweg dograł w pole karne do Niemca Patricka Pflücke, który uderzeniem po ziemi wyrównał. Co zrozumiałe, przez resztę meczu Brugia dążyła do wyrównania, ale goście dość umiejętnie się bronili i byli zdyscyplinowani taktycznie. Najbliżej gola dla mistrzów Belgii było w doliczonym czasie gry, kiedy po dośrodkowaniu Skov Olsena sprowadzony z Unionu Saint-Gilloise Gustaf Nilsson główkował w poprzeczkę.
KRC Genk - Standard Liege 0:0
Będąca w trakcie letniego przemeblowania drużyna z Liegie po raz kolejny raczej nie będzie liczyć się w walce o play-offy, ale na otwarcie wywalczyli cenny punkt z wyżej notowanym rywalem. W 5 min. Bosko Sutalo zaskakującym uderzeniem zza połowy boiska próbował lobować bramkarza gospodarzy Mike'a Pendersa - uderzył bardzo dokładnie, golkiper Gent musiał się wysilić, by zdążyć z interwencją. Po stronie gospodarzy bardzo dobry mecz rozgrywał 16-letni Grek Konstantinos Karetsas, którym interesują się ponoć wielkie kluby. W 24 min. po akcji lewym skrzydłem młody Grek miał swoją pierwszą świetną sytuację, lecz jego uderzenie ofiarną interwencją zablokował Henry Lawrence. Piłkarze Genk byli częściej przy piłce i aktywniejsi w ofensywie, a w 43 min. Karetsas znów był bliski zdobycia gola - zdołał się obrócić z piłą w polu karnym i zgubić obrońcę, ale trafił w słupek. Tuż po przerwie do siatki gospodarzy niespodziewanie trafił Marokańczyk Benjdida, był jednak na spalonym. Po przerwie nadal przeważał Genk, a w bramce gości bardzo niepewny był Matthieu Epolo, którego niemal każde wyjście z bramki groziło niebezpieczeństwem dla jego drużyny. W końcówce szalę na korzyść gospodarzy mógł jeszcze Andi Zequiri, ale uderzenie szwajcarskiego rezerwowego minęło lewy słupek. Remis jest zdecydowanie bardziej korzystny dla gości - choć historycznie są dużą marką, to obecnie są drużyną wyraźnie słabszą.



