jesteśmy lepsi. Benfica zajmuje dopiero 3. miejsce w słabszej lidze portugalskiej. nie pokonała do tej pory takiego zespołu jak Chelsea i nie wierzę, żeby w razie czego potrafiła z nimi wygrać- Liverpool to Liverpool, nie był wg. mnie ostatnimi czasy rewelacją.
i to prawda, że jesteśmy osłabieni. może tej obrony nie można jeszcze porównać do sera szwajcarskiego, ale przyznam, że mając w perspektywie 3 najbliższe mecze- kiedy zobaczyłam kontuzje Marqueza i Edmilsona, a wiedziałam, że Puyol nie będzie mógł grać- trochę się przeraziłam. tutaj może być ciężko. ale damy radę.
w końcu Benfica nie ma Nuno Gomesa, trzeba się skupić na pilnowaniu Simao, którego też się obawiam... to zawsze ułatwienie.
oczywiście dopuszczam taką możliwość, że Barca nie wygra. ciąży na niej dużo większa presja niż na Benfice, która jak na swoje możliwości zaszła już b. daleko, która nie ma tak wielkich ambicji jak Blaugrana. podczas gdy Koeman może sobie pozwolić na myślenie ''przejdziemy- super, nie uda się- trudno'', Rijkaard w głębi- mimo mówienia, że skupiają się tylko na najbliższym meczu- ma świadomość, że wszyscy na nich liczą, że wielu jest pewnych kto triumfuje w Paryżu. do tego dochodzi osłabienie drużyny Katalończyków i fakt, że przed meczem z Realem raczej nie będą chcieli wypruć z siebie flaków, a Benfica może. ale z drugiej strony motywacja jest wystarczająca na mecz na najwyższych obrotach. Deco raczej jest pewnie przeciw Benfice niż za, Ronni napewno się stęsknił za grą
swoją drogą, do tej pory życzyłam Portugalczykom jak najlepiej. kibicowałam im za świeżość i w ogóle, a teraz proszę, jutro być może będę się na nich wściekać
ale coby nie mówić, wierzę, że powiem ''adios, Benfica!'' i na pokonaniu angielskich gigantów się skończy.



