Hoffenheim - Bayer Leverkusen 1:4
Niespodzianki nie było, Hoffe dostało bęcki od mistrzów Niemiec. Dość eksperymentalnie zestawiony trzyosobowy blok obronny Akpoguma - Stach - Drexler zawiódł na całej linii. Do katastrofy mogło dojść już po kilkudziesięciu sekundach, kiedy Drexler jako ostatni obrońca nie opanował piłki i stracił ją, na jego szczęście Baumann był czujny, ponadto okazało się, że Wirtz był na spalonym. To nie odwlekło jednak uraty gola na długo, bo w 17 min. goście łatwo rozmontowali obronę Hoffenheim, Boniface wyłożył piłkę Terrierowi, a ten posłał ją do pustej bramki. W 30 min. gola zdobył już sam Boniface, Nigeryjczyk zrobił wiatrak z Drexlera sadzając go zwodem w polu karnym, po czym pewnie wykończył akcję. Trochę wbrew przebiegowi gry Hoffenheim zdobyło gola kontaktowego, w 37 min. po dośrodkowaniu Kramaricia aktywny w tym meczu Berisha (wcześniej główkował w słupek, choć bramka i tak nie byłaby zaliczona, bo faulował w wyskoku) sprytnie ograł rywala i ubiegł wychodzącego z bramki Hradecky'ego. W doliczonym czasie gry Boniface mógł trafić po raz kolejny, wyszedł na pozycję sam na sam, ale tym razem odległość była nieco większa i Baumann zdołał obronić. W 2. połowie przez dłuższy czas wydawało się, że coś z tego jeszcze może być, ale wszelkie nadzieje rozwiali w 72 min. Wirtz z rzutu karnego oraz trzy minuty później Boniface, który po raz kolejny w tym meczu bardzo łatwo przedarł się przez obronę gospodarzy. Martwi nawet nie tyle sam wynik, ile fatalna postawa bloku defensywnego - Leverkusen jest kolejną po Eintrachcie drużyną która z dużą łatwością dochodziła do sytuacji bramkowych przeciwko Hoffenheim.
Teraz dwa wyjazdy - najpierw Union Berlin, a później Midtjylland w Lidze Europy. Póki co w grze widać regres w stosunku do ubiegłego sezonu, a terminarz będzie w 2. połowie września i na początku października bardzo trudny.



