1/4 finału, pierwszy mecz
Fluminense - Atletico Mineiro 1:0 (Lima 87')
Wynudziłem się niesamowicie oglądając ten mecz. Po obu stronach wielu weteranów odcinających kupony od dawnej sławy - Ganso, Thiago Silva i (na ławce) Felipe Melo w ekipie Flu, zaś w Atletico Mineiro Bernard i Hulk. Obie drużyny słabo radzą sobie w lidze brazylijskiej - Fluminense jest tuż nad strefą spadkową, zaś Atletico Mineiro w środku tabeli z dużą stratą do miejsc dających grę w Copa Libertadores. W 1. połowie na boisku działo się niewiele - początkowo lekka przewaga optyczna była po stronie broniącego trofeum Fluminense, zaś później nieco aktywniejsze było Atletico Mineiro, jednak strzały z dystansu w wykonaniu gości były przeważnie bardzo niecelne. W końcówce po kontrataku indywidualną akcję zakończył kąśliwym uderzeniem Hulk, jednak Fabio nie mógł tego przepuścić. W 2. połowie było niewiele ciekawiej. W 49 min. sprzed pola karnego dość mocno uderzył Hulk, ale znów nie był to strzał, po którym realistycznie mógł paść gol. Z boiska wiało nudą, tempo było dość wolne i wydawało się, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem. Jedyny gol padł w 87 min. - Keno, kolejny weteran w ekipie Flu, dobrze wymanewrował obrońcę na lewej flance i dośrodkował na głowę rezerwowego Limy, po którego uderzeniu Everson miał piłkę na rękach, ale nie zdołał jej zatrzymać. Mecz w dużej mierze do zapomnienia.



