Valencia - Las Palmas 2:3 (Pepelu 14'-karny, Tarrega 90+4' - Munoz 43' Silva 53' Moleiro 84')
Nareszcie, po 23 meczach bez zwycięstwa w La Liga drużyna z Gran Canarii sięgnęła po trzy punkty, już z nowym trenerem na ławce. Czas był najwyższy, a sam mecz o sześć punktów, bo Valencia to sąsiad Las Palmas na dnie tabeli. Początek był bardzo słaby - wysoki pressing Valencii pod którym defensywa gości gubiła się i faul Campanii, który objął w pół Barrenecheę i uniemożliwił mu skierowanie piłki z bliska do siatki. Pepelu dość pewnie wykonał jedenastkę. Nietoperze miały jeszcze kilka okazji na podwyższenie wyniku - najlepszej nie wykorzystał w 25 min. Thierry Correa, który wpadł z piłką w pole karne, a jego strzał obronił Cillessen. Z czasem Valencia zaczęła jednak oddawać pole Las Palmas, a zespół z Wysp Kanaryjskich korzystał z tego i zaczął zagrażać bramce Mamardaszwilego. W 42 min. doskonałe podanie dostał Fabio Silva, ale jego strzał z ostrego kąta obronił gruziński bramkarz Valencii. Lepsza gra Las Palmas w ostatnim kwadransie 1. połowy została udokumentowana golem gdy po strzale Januzaja Mamardaszwili odbił piłkę przed siebie, a Alex Munoz skutecznie dobił. Po przerwie goście kontynuowali dobrą grę i wkrótce wyszli na prowadzenie po kapitalnie rozegranej akcji - Jose Campana zrehabilitował się za sprokurowany rzut karny, przytomnie wykładając piłkę niepilnowanemu w polu karnym Fabio Silvie, który w sytuacji sam na sam pewnie wykończył akcję. Sytuacja nietoperzy stała się jeszcze trudniejsza, kiedy zagotował się Pepelu i dostał bezpośrednią czerwień, zaś w 84 min. po dograniu z lewej flanki w wykonaniu McBurniego trzeciego gola dla Las Palmas zdobył uderzeniem pod poprzeczkę Alberto Moleiro. Valencię stać było jeszcze na kontaktowego gola po główce Cesara Tarregi, ale trzy punkty powędrowały na Wyspy Kanaryjskie.
Dzięki wygranej Las Palmas opuściło ostatnie miejsce w tabeli, a teraz czeka ich mecz domowy z Gironą - biorąc pod uwagę gorszą niż w ubiegłym sezonie formę Girony, ich mecz rozgrywany w pucharach w środku tygodnia (mogą być bardziej zmęczeni) oraz efekt nowej miotły (Diego Martinez na otwarcie odniósł zwycięstwo) jestem umiarkowanie dobrej myśli.



