Copa Libertadores

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4257
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2550
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Copa Libertadores

Post autor: Cement » 01 lis 2024, 21:54

Obejrzałem tylko pierwsze mecze półfinałowe, gdyż w obu parach po pierwszym spotkaniu było w zasadzie pozamiatane. Łącznie w ostatnich pięciu sezonach (licząc bieżący) mieliśmy cztery wewnątrzbrazylijskie finały - Serie A coraz bardziej ucieka reszcie kontynentu.

1/2 finału, pierwsze mecze

Atletico Mineiro - River Plate 3:0 (Deyverson 22' 70' Paulinho 74')
Obie drużyny radzą sobie w lidze mocno przeciętnie, zajmując miejsca w środku tabeli, w dwumeczu tym trudno było wskazać wyraźnego faworyta. Atletico Mineiro, w którym grają tacy weterani jak Hulk czy Rodrigo Battaglia, od pierwszych minut przejęło inicjatywę. River próbowało się odgryzać i mogło objąć prowadzenie w 14 min., kiedy to po dośrodkowaniu z lewej flanki nad bramką główkował bramkostrzelny Miguel Borja. Lepsza gra gospodarzy została udokumentowana golem osiem minut później po dużym błędzie obrony River Plate piłkę dostał niemal w prezencie Deyverson, który minął wychodzącego Armaniego i trafił do pustej bramki. Argentyński zespół był w tym meczu w zasadzie bezzębny, Borja i Colido nie dostawali w ataku dostatecznego wsparcia, zmiany też nie zmieniły obrazu gry. Z kolei goście poszli po kolejne gole - bohaterem okazał się Deyverson, znany z gry w Europie (m.in. Levante i Alaves) napastnik zdobył drugiego gola świetnym uderzeniem po ziemi od słupka, a kilka minut później wynik ustalił Paulinho, choć wydatnie pomógł mu w tym rykoszet. Oprócz idiotycznej kartki Adama Bareiro za utrudnianie bramkarzowi rywali wykopu River nic nie zwojowało i było tłem dla Atletico Mineiro. W rewanżu na El Monumental padł bezbramkowy remis.



Botafogo - Penarol 5:0 (Savarino 51' 59' Barboza 55' Luiz Henrique 73' Igor Jesus 79')
Goście z Montevideo przyjechali do Rio de Janeiro z wyraźnym planem gry defensywnej i dążeniem, by stracić jak najmniej przed rewanżem u siebie. To założenie nie wydawało się niewykonalne, bo w ćwierćfinale wyeliminowali Flamengo nie tracąc gola w dwumeczu (1:0 na wyjeździe i 0:0 u siebie). Po 1. połowie faktycznie wydawało się, że Penarol może powrócić do Urugwaju z grywalnym w perspektywie rewanżu wynikiem - ba, stworzyli sobie nawet groźną sytuację, strzał Rodrigo Pereza zmusił do wysiłku bramkarza Botafogo. Obrona Penarolu trzymała się, ale w 2. połowie goście rozsypali się zupełnie - w 51 min. po prostopadłym podaniu sytuację sam na sam wykorzystał znany z gry w MLS Jefferson Savarino. Cztery minuty później po rzucie rożnym w zamieszaniu w polu karnym odnalazł się Barboza i podwyższył na 2:0, a chwilę później ponownie trafił Savarino, tym razem po dużym błędzie bramkarza Penarolu Washingtona Aguerre. Najładniejszy był czwarty gol - Luiz Henrique efektownie podciął piłkę nad wychodzącym z bramki Aguerre. Wynik ustalił Igor Jesus, skutecznie dobijając głową po obronionym strzale Thiago Almady. Po pierwszych 45 minutach niewiele wskazywało, że dojdzie do takiego pogromu, a jednak Botafogo jechało do Urugwaju z pewnym awansem. W rewanżu Penarol wygrał 3:1.


Wróć do „Piłka nożna na świecie”