Górak zdziwił się, że dostał czerwoną kartkę, nie ma co! Z całym szacunkiem dla sędziego, ale jego tłumaczenie brzmi trochę jak „nie widziałem, ale wiesz co, pokażę mu czerwoną” – to chyba nie o to chodzi w tej grze. Szkoleniowiec GieKSy tłumaczy, że po czwartej bramce dla Cracovii emocje sięgnęły zenitu i postanowił wejść na boisko, żeby uspokoić zawodników. Po jego stronie na pewno jest intencja – nie chciał, żeby ktoś się tam „zapomniał”, więc wkroczył, żeby rozładować sytuację. I serio, w tym momencie można było się spodziewać, że raczej sędzia skupi się na piłkarzach, a nie na trenerach, którzy chcą utrzymać spokój. W dodatku sam Górak zauważył, że sędzia główny nie widział całej akcji, więc kto tu podejmuje decyzje?
Trochę to dziwne, że trener dostaje czerwoną kartkę za coś, co miało na celu zapobiec awanturze na boisku. Chociaż, może Górak miał pecha, bo sytuacja na boisku była gorąca, a sędziowie widocznie stwierdzili, że lepiej ukarać trenera, niż się zbytnio angażować w rozstrzyganie tego zamieszania. Emocje biorą górę. Szkoda, bo wydaje się, że jego intencje były czyste i zrozumiałe, a on sam to trochę rozgrywa jakby był zaskoczony, że to on dostał czerwoną.
Co do samego meczu – GieKSa, mimo tego całego zamieszania, pokazała, że potrafi grać z charakterem. Wygrana 4:3, szalona końcówka, a Milewski w ostatnich minutach strzela decydującego gola – to jest właśnie ten futbol, który trzyma w napięciu do ostatniej sekundy. Po tej wygranej Katowice wskoczyły na 10. pozycję, więc może to zwiastuje dobry początek drugiej części sezonu. A po przerwie reprezentacyjnej czeka ich mecz z Lechem Poznań, co może być sporym wyzwaniem, ale w tym momencie, kto wie? Może GieKSa z takim impetem i z takim charakterem pójdzie na Lechitów jak w czołgu.



