Najlepsze jest to, że Alex poznał Lecha przez... grę w Fifkę i rodzinne historie o polskich przodkach. Od tego momentu, krok po kroku, zaczął szukać wszystkiego, co związane z klubem, Polską i kulturą. No i stwierdził, że po prostu musi tu przylecieć – sam ogarnął sobie wszystko, uczył się języka, poznawał zasady kibicowania. To wszystko na własną rękę, bo jego znajomi nawet nie wiedzieli, gdzie leży Polska.
Myślę, że jego historia przypomina nam, że piłka to coś więcej niż tylko mecz – to więzi, emocje, pasja, która wciąga na maksa - zresztą to powód dla którego tu piszemy i dyskutujemy. Alex żył tym marzeniem i zrealizował je – i to z jakim przytupem. Tylko, że jak na razie to przynosi drużynie chyba jakiegoś pecha, bo będąc na meczu z Puszczą wszyscy wiemy jak on się skończył. Jak Legia dziś wygra - to poznaniacy sfinansują mu bardzo chętnie powrót - i bardzo szybko



