Podjęcie decyzji, czy zatrzymać grę, to trudna sprawa, bo wymaga od sędziego oceny, czy zawodnik faktycznie potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej. Jeśli widzi, że nie chodzi o uraz głowy, a zawodnik po prostu leży po kontakcie, ma pełne prawo pozwolić na kontynuowanie akcji. Właśnie to wydaje się logiczne w przypadku meczu Interu z Atlantą – jeśli arbiter nie uznał sytuacji za naprawdę poważną, to miał podstawy do podjęcia decyzji o puszczeniu gry.
To może nie być popularne wśród kibiców, trenera i rzecz jasna zawodników drużyny, która na tym traci, ale przepisy są tak skonstruowane, by gra była płynna i wolna od niepotrzebnych przestojów. Gdyby sędziowie zatrzymywali każdą akcję po tym, jak ktoś się przewróci, mecze stałyby się rozgrywane na kawałki, a to nie byłoby korzystne ani dla tempa gry, ani dla kibiców.



