Nikt nikomu nie kaze przerywac gry jak tylko widzi rywala lezacego na murawie ale tutaj on lezal naprawde dlugo centralnie w polu karnym nie dalo sie tego przeoczyc. Nie dziwia mnie pretensje do sedziego z drugiej strony pilkarze maja grac a zawodnicy Interu wyraznie odpuscili czekajac na przerwanie gry.
Co do Miami to sami zawalili sprawe bo jako mistrz rozgrywek zasadniczych mieli zawsze zagwarantowana przewage wlasnego boiska to znaczy kazda serie zaczynaliby u siebie i w przypadku meczu roztrzygajacego wracali zawsze do Miami. Spora przewaga przy tym formacie ale najpierw dali sobie w doliczonym wbic gola na wyjezdzie co skutkowalo trzecim spotkanie a w nim po prostu dali z siebie za malo w ofensywie a to zazwyczaj pozwalalo przykryc slabiutka gre w obronie.
Byc moze kluczowy byl brak Busquetsa ktory nie byl w pelni sil i wszedl dopiero przy wyniku 2:3.


