Marek Papszun znowu miał niełatwą przeprawę z pytaniami dziennikarzy – i po raz kolejny humor nie był jego najlepszym kompanem. Berggren faktycznie zachował się „po swojemu”. W decydującym momencie, tuż przed strzałem rywala, Szwed wziął się za „oranie” pola karnego, jakby miał nadzieję, że brud pod nogami strzelającego zmieni wynik spotkania. W efekcie nie tylko dostał żółtą kartkę, ale też rozpętał drobną burzę na boisku. No cóż, kibicom dał show – choć sędziowie mieli potem co robić, by uspokoić zawodników Jagiellonii.
Papszun nie wydawał się w nastroju, by śmiać się z tej sytuacji – szczególnie gdy Jakubowski zarzucił, że Berggren szukał „żołędzi” w polu karnym jak dzik na żerowisku. Trener Rakowa w odpowiedzi stwierdził, że „na takim poziomie nie będzie z nim dyskutował”. Choć można zrozumieć, że nie każdy trener lubi żarty na temat swoich zawodników, Papszun mógłby tym razem dać sobie chwilę luzu. Odpowiedź z humorem? Prawdopodobnie dodałaby mu kilku punktów wizerunkowych – a media by to pokochały. Czy więc „dzik kolejki” to trafne określenie? Może nie dla samego Berggrena, ale jako jednorazowy „przydomek” w piłkarskich kronikach? Jak najbardziej. Może Berggren sam za jakiś czas z uśmiechem wspomni, że został symbolem jednej z bardziej „dzikich” akcji na polskich boiskach.



