Sporting Lizbona w końcu ogłosił nowego trenera po odejściu Rubena Amorima, a jest nim Joao Pereira. To trochę jak powrót do domu, bo Pereira spędził lata w tym klubie jako zawodnik, a ostatnio opiekował się młodzieżówkami i rezerwami. Z jednej strony zmiana wydaje się ryzykowna, bo Pereira nie ma jeszcze dużego doświadczenia jako trener na najwyższym poziomie – bilans jego rezerw w tym sezonie to zaledwie cztery wygrane w jedenastu meczach. Za to z zespołem do lat 19 w Młodzieżowej Lidze Mistrzów radził sobie o wiele lepiej. Może to jakiś znak, że ma szansę złapać odpowiedni rytm z pierwszym zespołem?
Samo odejście Amorima to dla Sportingu naprawdę big deal, bo Portugalczyk poprowadził ich do imponujących wyników. Jego ostatnie mecze to prawdziwe show – 4:1 nad Manchesterem City w Lidze Mistrzów i dramatyczna wygrana 4:2 z Bragą. Manchester United zyska w nim gościa, który ma świetne oko do taktyki i umiejętność wykrzesania z drużyny czegoś ekstra, przynajmniej dla mnie tak to teraz wygląda.
Ciekawie się to ułożyło – w momencie, kiedy Sporting jest w rewelacyjnej formie w lidze (komplet punktów po 11 meczach!), Pereira dostaje idealną okazję, żeby zacząć bez presji natychmiastowych wyników. Debiut 22 listopada w Pucharze Portugalii z Amarante to dobry moment na start, zanim zacznie się prawdziwa gra w lidze, no i w LM.
Podsumowując, mamy tu przepis na sukces, ale i na niespodzianki – Pereira to ryzykowny wybór, ale może zaskoczyć pozytywnie. Sporting ma przewagę, a wprowadzenie świeżej krwi może im wyjść na dobre. Czas pokaże, czy Pereira ma to „coś”, by podtrzymać świetną passę klubu. Okoliczności dla nowego trenera są sprzyjające.



