Przed meczem pisałem, że szykuje się pogrom ale że mamy też w końcu środek pola. I ten środek ogarnął remis. Ugarte to kocur jakiego dawno nie było w tej drużynie. Reszta ta budowanie przez Amorima schematów i pewności siebie. Przecież gdyby grał Ten Hag to przy 2:2 wchodziłby Casemiro i Evans albo inny 4 obrońca. A ten zagrał Garnkiem co dało asystę i gola. I tutaj chylę czoła, chociaż wg mnie Liverpool w takiej formie był do ogrania gdyby United miało napastnika a nie Hojlunda. No i kwesta waleczności; mówiłem wiele razy że tutaj może Klopp sobie nawet przyjść ale jeśli zawodnicy nie zaczną latać na dupie to nic się nie zmieni. Mecz wygraliśmy odwagą i walecznością mentalnie w głowach, choć remis na boisku uciska.
I teraz najważniejsze dla wszyskich co już zacierają ręce; mit założycielski i zwycięstwo z City też miał być przełomowy. Milo będzie zacząć regularnie punktować zamiast raz na 3 miesiące fundować tyle emocji, a potem slonczyc sezon na 14 miejscu.



