Borussia Dortmund – Bayer Leverkusen 2:3 - 10.01.2025
Serio, ktoś powinien rozdawać tabletki uspokajające przed pierwszym gwizdkiem, bo to, co się działo na Signal Iduna Park, to nie był futbol, tylko jakiś rollercoaster. Jako kibic Borussii siadając do meczyku po ciężkim tygodniu z piwkiem, za które przepłaciłem i mi nie smakowało, mimo to czułem się, jakby mnie ktoś zaprosił na piękną kolację, a potem zaserwował suchą kromkę chleba. Mam mieszane uczucia – od złości po lekki podziw. Nie zdążyłem nawet dobrze usiąść, a już musiałem zbierać szczękę z podłogi. 24 sekundy. Tyle zajęło Bayerowi, żeby wjechać w nas jak pociąg towarowy bez hamulców. Tella, ten cwaniak, najpierw huknął jak z armaty, a potem zaczął jakiś taniec, który bardziej mnie wkurzył niż rozbawił. Ale prawda jest taka, że bramka piękna. Nie minęło kilka minut, a już mieliśmy 0:2. Schick wiedział, co robi. Gdzie była nasza obrona? A, no tak, siedziała pewnie gdzieś w ukryciu przed wkurzonym Sahinem, bo na boisku jej nie widziałem.
Gittens próbował dać nam trochę radości. Jego bramka na 1:2 to było coś, co przypomniało, że Borussia potrafi grać w piłkę. Ładne, sprytne podcięcie – taki gol z nutką stylu. Ale zanim zdążyłem nacieszyć się nadzieją, znowu dostaliśmy po głowie. Schick ponownie zrobił swoje, a my patrzyliśmy, jak wszystko się sypie. Te pierwsze 20 minut to był jakiś piłkarski chaos, totalne trzęsienie ziemi. Gdyby ktoś mi powiedział, że zobaczymy cztery gole w tak krótkim czasie, to może bym uwierzył, ale nie w to, że wszystkie praktycznie będą efektem naszej defensywnej degrengolady. Braki kadrowe? Jasne, istnieją – Sule i Schlotterbeck na trybunach, młodzi jak Kabar na boisku… Ale to wciąż Borussia, kurczę, jakaś odpowiedzialność w obronie powinna być na takim poziomie!
Po przerwie Bayer już grał na czas. Trochę przytrzymali piłkę, trochę nas wciągnęli na swoją połowę, ale generalnie mieli wszystko pod kontrolą. A my? No niby walczyliśmy, kibice dawali z siebie wszystko, stadion żył, jak zwykle zresztą – ale to było za mało. Karny Guirassy’ego w końcówce na 2:3? Fajnie, ale przecież nikt nie wierzył, że z tego będzie jakiś comeback. Nie będę kłamał – bolało. Ten mecz pokazał, jak wielki problem mamy z głębią składu. Młodzież starała się, ale to nie był poziom na taki mecz. Bayer? Zrobili swoje, a nawet więcej. Schick i Tella pokazali klasę, a Alonso rozegrał nas jak wirtuoz. Trzeba oddać – wygrali zasłużenie, ale te szybkie ciosy na początku meczu mogłyby powalić każdego.
Tylko co nam po tym, że Bayer trzyma się blisko Bayernu, skoro my po raz kolejny udowadniamy, że frajerskie straty punktów to nasza specjalność? Borussia, no weź się w garść, bo kibice długo takiego serducha nie wytrzymają.



