Bologna 2-1 Borussia Dortmund - Liga Mistrzów - 21.01.2025
Mecz, który miał być spacerkiem dla BVB w Lidze Mistrzów, zakończył się klasycznym pokazem dortmundzkiego "jak nie wygrywać w 3 krokach". Bologna – drużyna, która do tej pory ledwo zipała w tych rozgrywkach – najpierw dostała w twarz, a potem spokojnie odwróciła wynik i odesłała nas do domu z bagażem wstydu. Na początku niby wszystko pod kontrolą. Karny trochę z kapelusza, ale skoro arbiter chciał nas przytulić, to dzięki, bierzemy. Guirassy zrobił swoją robotę, Skorupski troszkę się poprzewracał, piłka w bramce, no i prowadzenie. Ale co potem? Nuda, pany. Obrona jak zamek z piasku, atak... no cóż, chyba nikt w Dortmundzie nie wie, że w piłce chodzi o strzelanie goli, a nie wymianę podań na własnej połowie.
Nuri Sahin ewidentnie inspirował się najbardziej ponurymi występami Rakowa z ich jesiennych zmagań. Zero tempa, zero jaj. No i właśnie za tę pasywność w końcówce przyszła kara. Bologna – która przez większość meczu klepała się z naszą defensywą jak dzieciaki na podwórku – nagle się obudziła. I to jak! Od 0:1 do 2:1 w minutę i pół. Tyle wystarczyło, żeby włoskie tornado przeleciało przez żółto-czarną defensywę. Iling-Junior i Dallinga – ci goście weszli na boisko, jakby mieli zamiar udowodnić całemu światu, że Borussia nie jest warta awansu. I wiecie co? Udało im się.
Nie wiem, co Nuri Sahin próbował udowodnić, ale Borussia pod jego wodzą wyglądała jak ekipa, która zapomniała, że kiedykolwiek była wielka. Klopp, gdzie ty jesteś, chłopie? Wracaj, bo my tu powoli wpadamy w ligowy środek tabeli i oddajemy mecze Bolonii w Lidze Mistrzów. To boli. To, co Borussia dziś odstawiła, to była jakaś piłkarska abominacja.
No i w końcu pękło. Po tym, co działo się w ostatnich tygodniach, decyzja o zwolnieniu Nuriego Sahina była tylko kwestią czasu. Ale patrząc na to, co Borussia odstawia od początku roku, to nawet najbardziej cierpliwy kibic musiał się zagotować. Kiedy Nuri Sahin przychodził jako trener, było w tym coś romantycznego. Były zawodnik, człowiek, który znał Signal Iduna Park jak własną kieszeń, miał odbudować żółto-czarnych po słabszych latach. Miał być nowym Kloppem. Problem w tym, że Klopp miał pomysł na piłkę, a Sahin... cóż, jego Borussia grała tak, jakby celem było przetrwanie, a nie zwyciężanie.
Jasne, początki bywają trudne, ale kiedy w dziewięciu meczach wygrywasz raz, a twoi zawodnicy wyglądają na bardziej zagubionych niż dzieciaki na nowym placu zabaw, to coś ewidentnie nie działa. Najbardziej szkoda mi Piszczka. Gość, który przez lata był symbolem profesjonalizmu i waleczności w Dortmundzie, teraz niestety też dostaje rykoszetem za ten fatalny sezon. Ale co zrobić? Żółto-czarni to nie klub, który ma czas na sentymenty. Tu albo dowozisz wyniki, albo pakujesz walizki.
Ciekawe, kto przejmie teraz stery. Może ktoś z zagranicy? Może jakiś młody talent trenerski? A może wrócimy do starego pomysłu i poszukamy kogoś w stylu Kloppa? Bo na razie wygląda to tak, jakby każdy, kto trafia na ławkę Dortmundu, zapominał, że mamy grać ofensywnie i z werwą. Sobotni mecz z Werderem? Trzeba tam po prostu jakoś przetrwać i zresetować sezon. Ale na razie zostaje nam podumać nad tym, co mogło być, a co nie wyszło. Sahin miał szansę, miał wsparcie, ale czasami sama legenda nie wystarczy.
No i teraz pytanie do zarządu: czy znajdziecie kogoś, kto naprawdę odwróci ten bałagan? Bo my, kibice, chcemy z powrotem Borussii, która walczy, która inspiruje, a nie... tego, co oglądaliśmy ostatnio. Wnioski? Kibice BVB mogą sobie zapisać to w kalendarzu jako dzień nadziei. Ale dopiero czas pokaże, czy ten reset coś zmieni. Może faktycznie Erik się tu sprawdzi?



