Wisła Kraków 2-3 Obołoń Kijów - Sparing - 01.02.2025
No i na koniec obozu w Turcji dostajemy zimny prysznic. A szkoda, bo można było podtrzymać dobrą passę, ale zamiast tego – przegrana 2:3 z Obołoniem Kijów. Obrona robiła prezenty, skuteczność w ataku kulała, a na domiar złego znowu straciliśmy gola w samej końcówce. No cóż, lepiej teraz niż w lidze, ale i tak człowiek czuje sportową złość.
Zaczęło się fatalnie – ledwo wyszliśmy na murawę, a już w 4. minucie Obołoń prowadził. Jakieś zamieszanie, nasza defensywa śpi, a Byczek z bliska pakuje piłkę do siatki. Na szczęście dość szybko wyrównał Kacper Duda – piękne uderzenie z linii pola karnego, bramkarz bez szans. No i wtedy człowiek myślał: dobra, może zaczniemy wreszcie grać swoje. Ale gdzie tam… W 38. minucie kolejny błąd, Hrusza dostaje prezent i znów musimy gonić wynik.
Druga połowa? Niby Wisła miała kilka okazji, ale skuteczność jak na złość nie dopisywała. Aż w końcu, jak to często bywa, zamiast wyrównać, to dostajemy kolejnego gonga. 85. minuta, Blizniczenko huknął jak z armaty i już było 1:3. Można było rzucić ręcznik, ale jeszcze na koniec Filip Baniowski dał nam trochę nadziei – to po faulu na nim dostaliśmy karnego, którego na gola zamienił Duarte. No ale co z tego, skoro zabrakło czasu na więcej?
To był tylko mecz kontrolny, ale jednak porażka boli. Obrona momentami wyglądała, jakby dopiero się poznawała, a w ataku brakowało konkretów. Jasne, Jop testował młodych, co jest plusem, ale to nie zmienia faktu, że końcówka zgrupowania mogła wyglądać lepiej. Teraz liczy się tylko liga – tam już nie będzie miejsca na takie błędy. Oby wyciągnęli wnioski, bo czas sparingów się skończył. Teraz zaczyna się prawdziwa gra.



