- 02.02.2025
Taką Marsylię to ja mogę oglądać. Ależ to było szalone spotkanie! Emocje, zwroty akcji, kontrowersje – no wszystko, czego trzeba w prawdziwym klasyku Ligue 1. Olympique Marsylia w końcu pokazał charakter i po prawdziwej wojnie zgarnął pełną pulę. Lyon? Dostał kubeł zimnej wody na dzień dobry z Fonsecą tak wielbionym na tym forum na ławce.
Pierwsza połowa? Przemilczmy. Totalny marazm, Marsylia niby miała piłkę, niby coś tam próbowała, ale to było bez błysku. Bez życia. Takie dreptanie wokół pola karnego bez pomysłu na coś konkretnego. Już mnie zaczynało nosić, bo ile można walić głową w mur?! No ale spokojnie – druga połowa to była zupełnie inna historia.
I jak to często bywa – dostaliśmy klasyczny „cios znikąd”. Lyon, który nic wielkiego nie grał, nagle wyprowadza kontrę i Tolisso ładuje nam gola. 0:1. A chwilę później ten sam Tolisso mógł dobić Marsylię, ale na nasze szczęście spartaczył sytuację sam na sam.
Marsylia się odpaliła na dobre. Najpierw Greenwood. Trochę fuksem, bo piłka się kulała jak w slow-motion, ale liczy się to, co w siatce. I nagle Hojbjerg podaje głową do Rabiota, a ten robi z bramkarza pajacyka. 2:1! Wariactwo na Velodrome! Aż w szoku jestem że Adrien tak potrafi, zwłaszcza że kibic Juve w pracy stwierdził, że w Marsylii tylko będzie mnie wkurwial - nawet nie jest taki zły.
Oczywiście nie mogło obyć się bez kontrowersji, bo Ligue 1 to zawsze musi mieć swój absurd. Karny dla Lyonu po ręce Rabiota – VAR, sędzia, przepychanki… i niestety Lacazette wpakował to w okno. 2:2. Ale wiecie co? To był mecz Marsylii, nie Lyonu. Nie daliśmy się złamać! Luis Henrique wchodzi i w 85. minucie ładuje piękną bombę z woleja! Bramka, eksplozja radości, Velodrome w szał, a Lyon niech wraca do domu i przemyśli swoje decyzje, zwłaszcza trenerskie. Marsylia 3:2, koniec kropka.
Takie coś aż chce się oglądać, dużo do PSG to prawda ale nie przeszkadza mi to, bo pokonanie Lyonu nawet w takiej dyspozycji to sztuka, dziękuję Pan Paulo



