Cagliari 1-2 SS Lazio - Serie A - 03.02.2025
Bez nerwówki się nie obyło. Lazio pojechało na Sardynię z nożem na gardle – po ostatnich potknięciach każda strata punktów mogła oznaczać coraz większe oddalenie się od miejsca gwarantującego miejsce w Lidze Mistrzów. No i zamiast zrobić sobie spokojny mecz, musieli najpierw przyprawić kibiców o palpitacje serca.
Już w 6. minucie mogło być 1:0 dla gospodarzy, ale Ivan Provedel znów pokazał, że gdyby nie jego refleks, Lazio pewnie byłoby w połowie tabeli, o ile nie niżej, Ivan jest naprawdę solidnym punktem tej drużyny. Obronił groźny strzał Violi i utrzymał Rzymian przy życiu. Potem zaczęło się szukanie okazji – Boulaye Dia nawet wrzucił piłkę do siatki, ale zrobił to ręką (Maradona i Siemaszko pozdrawiają) więc VAR szybko ostudził radość. No ale w końcu, w 41. minucie, Mattia Zaccagni zrobił to, co do niego należy – dopadł do dośrodkowania Hysaja i z bliska wpakował piłkę do siatki. Od tego momentu spotkanie nabrało konkretnych kolorów.
Druga połowa? Frajerski gol po stałym fragmencie. W 55. minucie obrona rozsypała się jak domek z kart i Piccoli strzałem głową wyrównał. No i zaczęło się… Ale Lazio ma w drużynie gościa, który wie, jak strzelać ważne gole – Valentin Castellanos. W 64. minucie piłka latała po polu karnym Cagliari, odbijała się od kogo popadnie, ale na końcu wylądowała pod nogami "Taty", który nie mógł tego zmarnować. 2:1, zatem powrót Lazio na czwarte miejsce stał się faktem., a nie moim życzeniem na wczorajszy wieczór.
To nie był mecz marzeń, ale w tym momencie liczą się tylko trzy punkty. Walka o Ligę Mistrzów trwa i choć Lazio robi wszystko, żeby kibice przeżywali te mecze na granicy zawału, to najważniejsze, że kończy się dobrze i jakoś doczłapali wczoraj z potężnym Cagliari do końca, jestem mimo wszystko zadowolony.



