Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Precel
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 1202
Rejestracja: 28 lis 2022, 12:56
Reputacja: 239
Kibicuję: TSW
Lokalizacja: Kraków

Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Precel » 08 lut 2025, 14:53

Manchester United 2-1 Leicester City - FA Cup - 07.02.2025

United przeszło przez ten mecz jak przez pole minowe – z ogromną ostrożnością, wieloma potknięciami, ale ostatecznie doczołgali się do zwycięstwa. Na początku wiało nudą, ślamazarnością i brakiem konkretów. Amorim postanowił od razu dać szansę Dorgu (no i z jednej strony dobrze), ale Duńczyk zamiast na swoim nominalnym lewym wahadle wylądował po prawej stronie. Ciekawy eksperyment, ale nie zmienił faktu, że United nie miało za bardzo pomysłu na grę. Tempo było tragiczne, a pierwszą groźną akcję mieli goście. Ayew huknął z dystansu, Onana uratował sytuację. I to by było na tyle z emocji przez pierwszą połowę. No, może poza fatalnym błędem Hermansena, który dosłownie podał piłkę przed siebie, ale żaden z Diabłów nie miał refleksu, żeby to wykorzystać. Chwilę później przyszło to, czego można się było obawiać – prezent dla Leicester i gol. Strata Ugarte, El Khannouss jak profesor wjechał w pole karne, podał do Ndidiego, Onana obronił pierwszy strzał, ale na dobitkę Cordova-Reida już nie miał szans. Kibice United zareagowali na to głośnymi gwizdami. I słusznie, bo do przerwy wyglądało to tragicznie. Amorim zareagował zmianą – zszedł Dorgu, wszedł Garnacho. Dziwna decyzja, bo Duńczyk jako jeden z nielicznych był widoczny. Ale niewiele z tego wyniknęło. Minuty mijały, a United dalej bez celnego strzału. Mazraoui strzelał, ale piłka wylądowała prawie na parkingu. Garnacho w końcu ruszył i omal nie wcisnął gola, ale Okoli wybił piłkę z linii. Nerwy rosły, ale w końcu błysnął Zirkzee. Dopiero co wszedł, a już strzelił wyrównującą bramkę po chaosie w polu karnym. W końcu, strasznie mało mam cierpliwości do Holendra, miałem wobec niego większe oczekiwania. Od tego momentu było już lepiej. Garnacho miał świetną sytuację na 2:1, ale trafił w boczną siatkę. I kiedy wszyscy już szykowali się na dogrywkę, na ratunek przyszedł Hałi Magłajeł. Maguire, z główki, po wrzutce Fernandesa, w doliczonym czasie. Gol dający awans, choć pachniało spalonym, ale VAR-u nie było, więc nikt nie mógł nic z tym zrobić. Czyste męczarnie, ale awans jest. Garnacho wniósł sporo energii, Zirkzee zrobił swoje, a Maguire… no cóż, tym razem bohater, choć pewnie nie do końca planował nim wczoraj zostać. Amorim ma sporo do poprawy, bo taka gra w kolejnych rundach może się już nie opłacić. Na dziś trzeba brać awans, zapomnieć o tym meczu i myśleć o kolejnych, wyjdzie na zdrowie.

Wróć do „Anglia”