Hoffenheim - Union Berlin 0:4
Minęło parę dni, ochłonąłem na tyle, że mogę napisać parę zdań o tym blamażu. Był to chyba najgorszy występ Hoffenheim jaki widziałem kiedykolwiek. W 1. połowie piłkarze Christiana Ilzera długo nie pokazywali nic w ofensywie, inicjatywa byłą po stronie Unionu, który naciskał i dopiął swego w 24 min. - po strzale Tima Skarke Luca Philipp odbił piłkę przed siebie, a Hollerbach skutecznie dobił. W 28 min. mogło być już 0:2, Ivan Prtajin dobrze złożył się do strzału, ale trafił prosto w Philippa. Dopiero w ostatnich 10 minutach coś drgnęło w grze ofensywnej Hoffenheim - w końcówce gospodarze wyprowadzili dobrą kontrę, Hlozek obsłużył Kramaricia, ten w sytuacji sam na sam próbował podcinać piłkę nad Frederikiem Ronnowem, jednak zrobił to źle i bramkarz Unionu obronił. Chwilę później groźnie uderzał Hlozek, jednak i tym razem Ronnow sobie poradził. Miałem nadzieję, że te jaskółki zwiastują lepszą 2. połowę, ale nic z tego, była to całkowita katastrofa. W 62 min. po fatalnym błędzie obrony Hoffenheim (złe podanie Akpogumy do Ostegarda) piłkę dostał w prezencie Marin Ljubicic i nie miał problemu z podwyższeniem wyniku. W 73 min. w pole bramkowe dograł Lucas Tousard, a tam Andrej Ilić tylko przystawił nogę trafiając pod poprzeczkę (nie popisał się nowy piłkarz Hoffenheim Leo Ostegard Norweg powinien był przeciąć to zagranie). Na 4:0 dla Unionu podwyższył Hollerbach, zdobywając swojego drugiego gola, tym razem trafiając od słupka. Blisko honorowego gola dla Hoffenheim był w końcówce Tom Bischof, który trafił z rzutu wolnego w słupek. W doliczonym czasie gry świetnej okazji na piątego gola dla Unionu nie wykorzystał Koreańczyk Woo-Yeong Jeong, który zagrał świetne spotkanie i ciężko pracował przez cały mecz - mógł okrasić to golem, ale w sytuacji sam na sam uderzył nad bramką.
Nic nie zagrało w tym meczu, i o ile były spotkania, w których mimo porażek wydawało się, że pod względem jakości gry jest jakiś progres w stosunku do końcówki kadencji Matarazzo, to tutaj był absolutny dramat. A terminarz jest trudny - teraz Werder na wyjeździe, a potem Stuttgart u siebie. Na szczęście Heidenheim przegrało 0:1 z Freiburgiem (czwarta porażka z rzędu), a Holstein Kiel i Bochum w bezpośrednim starciu podzieliły się punktami, ale Hoffenheim nie może ciągle liczyć na porażki rywali w walce o utrzymanie.



