Faza play-off, 2. kolejka
Anderlecht - KRC Genk 1:2 (Huerta 78' - Kayembe 33' El Ouahdi 84')
Pomimo podziału punktów po fazie zasadniczej Genk wciąż pewnym krokiem zmierza po tytuł - tym razem wygrał w Brukseli, choć mecz z Fiołkami początkowo nie układał się po myśli podopiecznych Thorstena Finka. Przez pierwsze 20 minut przeważał Anderlecht, który atakował z animuszem i zagrażał bramce Mike'a Pendersa. Mimo przewagi gospodarzy, to Genk objął prowadzenie, i to po swoim pierwszym celnym strzale - po zgraniu głową Adedeji-Sterneberga do siatki trafił pięknym uderzeniem z linii szesnastki Kongijczyk Kayembe. Po utracie gola z Anderlechtu wyraźnie wyszło powietrze, zaś goście mogli podwyższyć prowadzenie - kapitalnej sytuacji nie wykorzystał Arokodare, Nigeryjczyk obsłużony podaniem z lewej flanki wyprzedził obrońcę, ale oko w oko z Coosemansem posłał piłkę nad bramką. W 2. połowie Anderlecht długo nie mógł znaleźć sposobu na lidera ligi belgijskiej - Fiołki miały inicjatywę, atakowały, ale niewiele z tego wychodziło. Dopiero w 72 min. po rzucie rożnym i sytuacyjnej główce Duńczyka Lucasa Heya Penders został zmuszony do wysiłku. Mimo tych problemów w 78 min. Anderlecht wyrównał - po rzucie rożnym skutecznie główkował Cesar Huerta, choć Penders miał piłkę na rękach. Wysiłek gospodarzy został jednak zaprzepaszczony już kilka minut później, bo nieatakowany na linii szesnastki Marokańczyk El Ouahdi potężnym uderzeniem pod poprzeczkę zapewnił trzy punkty KRC Genk.
Na szczycie tabeli grupy mistrzowskiej po tej kolejce utrzymało się status quo, gdyż Union Saint-Gilloise i Club Brugge również wygrały swoje mecze. Za tydzień Club Brugge zmierzy się w arcyważnym meczu z Genk - obrońcy tytułu mają do lidera cztery punkty straty i będzie ich interesować tylko wygrana.



