Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Bassu
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 6987
Rejestracja: 20 lis 2005, 9:04
Reputacja: 637
Kibicuję: Manchester United
Lokalizacja: Mexico

Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Bassu » 18 kwie 2025, 17:34

Manchester United - Lyon 7-6 (dwumecz)

epickie spotkanie, gdzie w roli głównej była piłka nożna jako niesamowity sport. Należy się jednak mocno zastanowić, jakim cudem Manchester nie umiał enty już raz wyciągnąć wniosków i zamknąć meczu w drugiej połowej kolejną bramką prowadząc już 2-0 i dlaczego enty juz raz strzelenie gola przez przeciwnika spowodowało taki wylew. Zacząć trzeba chyba od błędnej decyzji Amorima o wprowadzeniu Shawa, który ewidentnie nie czuł jeszcze boiska i który zastąpił dobrze grającego Mazzouriego (tam się podobno jakaś akacja rodzinna wydarzyła i musiał lecieć do domu - ciekawe czy dowiemy się o co kaman). Dało się to załatwić inaczej, podobnie jak przy wrzucaniu Amasa i cofaniu niżej Bruno. Myślę sobie, że ten mecz pogrzebał też szanse Hojlunda, bo o ile Onana przeplata świetne interwencje z dramatycznymi, to Duńczyk jest regularnie słaby jak zasięg w Bieszczadach. Żeby jednak nie było że marudze, to rozumiem psychę; jak nie masz serii meczów, nie masz pewności siebie, nie umiesz kontrolować meczu i robi się efekt domino. Jednak nie mam w głowie obrony na to że dogrywkę zaczynamy z przewagą jednego zawodnika a tracimy dwa gole. To się nawet na poziomie B klasy zdarza mało kiedy. Nie widziałem opracowanego sytstemu gry, nacisku i fali uderzenia. Dwa stracone gole w tak głupi sposób przy przewadze i świezych, w dużej mierze doświadczoncyh zawodnikach to jest duża farsa którą zapamiętam na długo. Potem zadziałała magia Old Trafford i oczywiście całe moje wypociny można zamiesć pod dywan, ale jednak dużo jest zagadek w tym jaki sposób grania wybraliśmy po strzeleniu dwóch goli i bezpiecznej przewadze nad rywalem. Inna sprawa że decydowały też wybory jak ten Garnka gdzie posadził obronce i mógł strzleić na 3-0 co byłoby gwodździem do trumny. Argentyńczyk zluzował trochę majty ale nadal momentami gra jakby sam chciał przejść grę i frustracje ma wypisaną na czole. Wiele bym dał by zobaczyć także dobrze broniącego Dalota, bo jednak wahadłowy jest tez od przerywania akcji a nie bycia pachołkiem treningowym. Gol, podanie do bruno gdzie ten mógł zajebać z woleja jak w tej japonskiej bajce, ale jednak pod własnym polem karnym to jest jakaś hucpa. Dorgu na razie także niewiele wnosi, coś tam biega coś tam wrzuca ale przy ostatnich wyborach wygląda jakby dalej nie wiedział co zrobić z pilką. I tu wchodzi cały na biało spisany na straty Casemiro, wiedzący jak grać finały (a to chyba był dla niego i bedzie ostatni finał wpowaznej piłce). Skupienie, focus, dobra współpraca z Ugarte. Ugarte, którego zostawiam sobie na deser, bo jest moim ulubionym piłkarzem na Old Trafford. Ta morda w stylu Roya Keana, cwaniak z gumą do żucia którego nie chcesz spotkać w ciemnym zaułku ale jak poratujesz go piątakiem na piwo to skoczy za Tobą w ogień. Jego ciężka praca, respekt co do decyzji trenera i kolejny gol są najlepszym dowodem. Nie widziałem statsów ale jedem przekonany że z takimi zawodnikami możemy walczyć o więcej niż jeden wyjątkowy wieczór w roku. Na razie jednak trzeba wrócić na ziemię, wygrać z Wolves w niedzielę i sprzątać dalej. Oby Amorim znowu dostał sprawnego Mainoo i oby wszyscy byli zdrowi.

Wróć do „Anglia”