Generalnie nie było tak źle. Nie obiecywałem sobie wiele po dwumeczu z United. Liczyłem na to by drużyna dała sobie szansę na Old Trafford i rezultat 2:2 z pierwszego spotkania był taką szansą. Oczywiście faworytem cały czas United, ale awans pozostawał sprawą otwartą.
Natomiast pierwsze 70min gry na Old Trafford w wykonaniu Lyonu było strasznie słabe. Totalne oddanie inicjatywy rywalom, nic nie działało, masa niedokładnych zagrań, zero pomysłu na grę, trochę taki paraliż w drużynie. Tam powinno dojść do zamknięcia meczu i spokojnego 3:0 dla gospodarzy i pewnie tak by właśnie było przy innym przeciwniku. Jednak w United mieli inne plany i podłączyli Lyon do gry, a że OL w tym sezonie potrafi korzystać z takich okazji i często grają dobre końcówki, to dostaliśmy emocjonujące widowisko. Sama dogrywka to już fenomenalne emocje, takie mecze pamięta się bardzo długo.
Wypuszczenie prowadzenia 4:2 i strata trzech bramek w sześć minut jest oczywiście frajerstwem. Wydaje się, że chłopaki nie unieśli tego mentalnie. Po strzelaniu karnego na 4:2 wybuchła radość jakby sędzia zakończył spotkanie, a tam powinno być maksymalne skupienie na ostatnich minutach. Tego zabrakło, a potem już poszło lawinowo, szybki karny dla United, napędzająca się atmosfera stadionu, coraz większe zmęczenie, a jeszcze wcześniej nieodpowiedni dobór piłkarzy. Jest czego żałować, zwłaszcza patrząc na przebieg dokrywki.
To już historia, teraz, a w sumie przez cały czas najważniejsze jest to co w Ligue 1. Kalendarz bardzo wymagający, w niedzielę gorące derby z Saint-Étienne, z kilku powodów starcie ważniejsze od tego z United. Następnie Rennes, Lens, Monaco.



