Ale fajny weekend. W piątek skończona praca o 14, wczoraj poszedłem z Vito na Mogielice, więc kolejny szczyt do korony zaliczony. Popołudniu Wisła. Dzisiaj pogoda taka, że leżę sobie własnie na tarasie, zaraz idę luźno pobiegać, a potem do rodziców i tam pewnie zostanę do jutra.
Ta pogoda jest genialna, od razu chce się żyć.



