O [ch**] złoty ale dwumecz. Pisząc na gorąco to może nawet najlepszy w historii. Genialne indywidualne występy (Dumfires, Yamal, Sommer), grad bramek (i to jakich!), remontady, remontady remontad, słupki, poprzeczki, milimetrowe spalone, przestrzelone setki. Skrót dwumeczu powinien trwać 180 minut.
Kiedy wchodził Augusto za Dimarco to myślałem że jest po ptokach i powiedziałem że Inzaghi właśnie przegrywa Interowi mecz. 55 minuta i okej, rywal strzelił bramkę kontaktową, ale ogólnie przez cały dwumecz ani przez moment nie miałeś niekorzystnego wyniku, grasz dobrze (do tego momentu to powiedziałbym nawet że lepiej) - w tym momencie defensywna zmiana i pozbawienie się jednego z liderów plus kluczowego elementu w wychodzeniu spod pressingu to strzał w kolano. Mówisz całej drużynie "chłopaki przed nami 40 minut srania w majty". Jeśli Dimaro miał jakiś fizyczny problem trzeba go było zmienić w przerwie, jeśli nie to poczekać jeszcze parę minut i próbować uspokoić sytuację zamiast dawać sygnał do paniki zaraz po straconym golu.
No i Augusto faktycznie fatalny, zajebał gola wyrównującego, nic nie ogarniał ani w kryciu ani 1 na 1 z Yamalem. I o ile młody już Dimarco kręcił, tak z Brazylijczykiem robił co chciał. Długo byłby mu ten występ pamiętany gdyby nie Araujo z drugiej strony. Gośc wszedł w 76 minucie i znalazł czas żeby zapierdolić dwa gole. W dogrywce Thuram mający w nogach 100 minut walki porobił go jak juniora i to nie takiego z La Masii. Urugwajczyk drugi sezon z rzędu wyrzuca swój zespół z Ligi Mistrzów. W formie to jest topka stoperów, ale nie wiem czy w Barcelonie będą mieli do niego więcej cierpliwości po dzisiejszym popisie.
Tyle o błędach, wracam do zachwycania się. Co za meczycho. Dwumeczycho nawet. Mimo tych dwóch niefortunnych zmian to Flick i Inzaghi zafundowali niesamowite widowisko. Barcelona dwa razy wracająca z 0:2 i napierająca jak tsunami. Inter potrafiący na chłodno wychodzić spod morderczego pressingu. Rewelacja.
Szkoda by było żeby zwycięzca tego pojedynku nie wygrał Ligi Mistrzów, więc pozostaje ściskać kciuki za Inter, choć będzie piekielnie ciężko bo w finale raczej PSG, a niezniszczalny środek Neves-Vitinha to dla wycieńczonych sezonem Mchitarjana i Hakana będzie ogromne wyzwanie. No ale Szymon Inzaghi się zna na swoim fachu, więc życzę powodzonka.



