Ange Mate jest Man of his word. Cały sezon powtarzał, że w swoim drugim roku pracy zawsze coś wygrywa i proszę. Nawet z tym przeklętym Tottenhamem, na którym zeby łamali sobie Conte, Mourinho czy Pochetino, ten (mało)sympatyczny Australijczyk dowiózł trofeum. Niebywale.
Najlepszy będzie plot twist jak go jednak Levy zwolni hehe.



