Podróże

Awatar użytkownika
Enjo
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 17988
Rejestracja: 26 lip 2007, 19:03
Reputacja: 2059
Kibicuję: AC Milan

Podróże

Post autor: Enjo » 23 lip 2025, 14:52

Eyesmon pisze:
23 lip 2025, 12:43
Casablanka jest brzydka i mega przereklamowania,
potwierdzam, mi sie nie podobalo - centrum miasta niespecjalne, na plazy raz bylismy to jakis arab obok walil konia. W Marakeszu bylem tylko jeden dzien to nie przypominam sobie czegos ciekawego poza tym placem Jaffa czy tem Jeffa. Tam chyba nie bylo dostepu do wody, to troche odbiera atrakcyjnosci miastu.
Mr.Chris pisze:
23 lip 2025, 11:37
Enjo pisze:
23 lip 2025, 11:32
Ponadto, na koniec jak odlatywalem to nie chcieli mnie wypuscic i czulem sie jak wiezien takze nie planuje wracac.
Nie żebym chciał rozdrapywać jakieś traumy, ale gdybyś rozwinął, to bym się nie obraził :P
To moze anegdotycznie, zaczne od poczatku pobytu tam.

Jechalem tam podczas przerwy na studiach - dostale prace jako tlumacz francuskiego przy ekipie robotnikow, ktorzy mieli odnawiac lakiernie w fabryce dacii.
Szefostwo wymyslilo, zeby do Maroka dostac sie autami - i tak, jechalismy przez cala Europie dwoma czy trzeba autami (tymi takimi malymi dostawczakami) z narzedziami tak aby oni mieli jak pracowac.
Bite 2 dni jazdy. Wowczas, szefowie tej firmy laskawie pozwolili na jakis nocleg pod Barcelona w bungalow aby nie byc ciagle w podrozy.
Natomiast, od razu jak wjechalismy do Maroka (promem z Gibrlartaru) to w porcie tak ogromnym, jak Katowice nie chcieli nas wpuscil na sam teren kraju bo rzekomo nie mielismy zezwolenia na te wyzej opisane narzedzia. W rzeczywistosci, kazdy chcial dostal lapowke aby nas puscic a polska firma nie chciala tego zaplacic (o ile pamietam to chcieli jakies 5000e) bo nie mieliby tego jak zaksiegowac.
Z tym szefem brygady wracalem promem na Gibraltar, pozniez z powrotem do portu - to byl pierwszy i jedyny raz kiedy spalem na dworcu bo bylem tak wymeczony - nie mylem sie trzy dni, wszyscy koczowalismy przy autach.
Na koniec, przyjechal pod nas jakis inny podwykonawca z Casablanki aby nas stamtad wyciagnac i sie udalo po dwoch czy trzech dniach.
Pamietam tez, ze tam biurokracja to byla do ktorejs potegi - aby oplacic rachunek za parking to stalo sie po 2 godziny bo tam kazdy ma na wszystko czas.

Co do powrotu, to ja wylatywalem wczesniej bo miales jakies obowiazki - to mnie podrzucili na lotnisko, na jakims totalnym wypizdowie, trzeba bylo jechac przez pola, na koniec byla jakas slepa uliczka i musialem z bagazem cisnac przez autostrade.
Jak juz dotarlem, to zeby wejsc na lotnisko to sprawdzali doslownie wszystko - taki control jak robi sie przy boardingu, to bylo tak na samym wejsciu na lotnisko.
Jak juz to przeszedlem to udalem sie do boardingu i musialem wypelnic taka karteczke (na wjezdzie do Maroka tez taka byla) - gdzie mieszkalem; co robilem itd.
Podszedlem do tych wojskowych wąsow i oni na to patrza i dopytuja - a czemu nie znam adresu zamieszkania (nie znalem nazwy ulicy gdzie mieszkalismy), a dla kogo pracowalem, a jak.
Maglowali mnie z pol godziny, ja im umowe pokazalem (po polsku bo innej nie mialem),pozniej w biurze dyskutowali, naradzali sie, dopisywali cos aby na koniec mnie puscic.
Ale juz mialem wizje tego, ze mnie nie wypuszcza z Afryki i bede tam siedzial.
Do tego pamietam, ze lot opoznij sie o 6h, nie zdazylem na jakis inny, przepadly mi bilety na mecz Bundesligi takze nie wspomninam dobrze tego pobytu.

Wróć do „Hyde Park”