Sen pierwszy: Najpierw mi się śniło że jestem na jakiejś wieży i strzelam z niej do znajdującego się na jakiejś sali i przemawiającego ... świętej pamięci Kamila Durczoka. Notabene ja zawsze miałem dobre zdanie o zmarłym w 2021 roku dziennikarzu. Gdy oberwał ode mnie drugi raz to powiedział coś w stylu "zostało mi już tylko ileś tam procent sił, proszę nie strzelaj więcej". Po czym uświadomiłem sobie że źle robię, ale jednocześnie bardziej niż poczucie winy uderzało mnie we śnie to że nie chcę trafić do pierdla. Gdy próbowałem uciec z wieży w której byłem to uciekałem wychodząc przez okno. Spojrzałem w dół i zdałem sobie sprawę że to 9 pięter. Mimo to miałem jakiś głupi plan zsuwać się po takiej rurze czy czymś, i gdy to robiłem to ona nagle się zerwała, poczułem że spadam w dół szybko i..... i obudziłem się.
Sen drugi: No i nieco później miałem też podupiony sen. Że nagle na messengerze facebookowym odezwał się do mnie ..... mój wychowawca z liceum który był zresztą mózgiem fizyki/informatyki. Po prostu kawał ścisłego łba. Ja też jestem zresztą scisłowcem, ale we śnie Pan Bogusław z którym nie miałem kontaktu od lat napisał mi na messengerze że chciałby abym dawał korepetycje z matematyki jego córce
Tak więc takie były sny nocy minionej...



