Szkoda wyniku ale przyjemny meczyk na rozpoczęcie sezonu. Zadecydowały zmiany - w Tottenhamie fatalne, w Paryżu bardzo dobre.
Początkowo Lucho przeszarżował i zlekceważył rywala, bo drużyna prosto z plaży a jemu się uwidziało jakieś granie czterema napastnikami zostawiając w pomocy tylko duet Vitinha-Zaire Emery naprzeciwko Kogutom betonującym środek pola Bentancurem, Sarrem i Palhinhą. Dzięki temu Sarr mógł grać jako plaster na Vitinhę i ciągle mieć za sobą dwóch defensywnych pomocników łatających dziury. Doue niby starał się schodzić głęboko i pomagać w rozegraniu ale ani on się do tego nie nadaje, ani nie miał swojego dnia. Katastrofalny występ młodego Francuza.
W drugiej połowie Fabian wszedł za Kvarę i Paryż przejął kontrolę. Nigdy nie byłem fanem talentu Hiszpana i dalej nie uważam żeby on indywidualnie był jakimś świetnym pomocnikiem, ale był brakującym klockiem wczoraj. Dał PSG równowagę i z dodatkowym zawodnikiem w środku gra zaczęła się kleić, a pressing Kogutów przestał działać.
A później po drugiej stronie zeszli Richarlison i Kudus i było pograne. Świetnie się wczoraj oglądało pracę tej dwójki, a była to praca tytaniczna. Nie dawali Paryżowi rozgrywać, bez przerwy naciskając na obrońców i bramkarza kiedy ci próbowali budować od tyłu. A kiedy Tottenham odzyskiwał piłkę i posyłał ją do przodu, byli w stanie wygrać pojedynek, przyjąć, zastawić się, poczekać na partnerów. Przede wszystkim Kudus mi zaimponował bo nie jest to wieżowiec, a Mendesa i Pacho brał na plecy z taką łatwością jakby był jakimś Lukaku.
Niestety zluzować ich weszli Solanke i Tyl i im mniej powiedziane o ich występie tym lepiej. Zasadniczo Tottenham kończył mecz w 9, a tak bronić wyniku raczej się nie da.



