Real Oviedo - Real Madryt 0:3
Po 24 latach Asturyjczycy wracają do La Liga (pamiętam to dobrze, sezon 2000/2001 w którym spadli był pierwszym, w którym śledziłem ligi europejskie), powrót ten nie jest jednak póki co udany, zanotowali dziś drugą porażkę. Trudno jednak mieć im to za złe, różnica potencjałów była zbyt duża. Królewscy od pierwszych minut atakowali, już w 4 min. po strzale Rodrygo i lekkim rykoszecie Aaron Escandell ratował swoją drużynę. W 15 min. doszło do kontrowersyjnej sytuacji, w polu karnym padł Mastantuono i był przytrzymywany na tyle mocno, że sędzia wybroniłby się zapewne z decyzji o rzucie karnym. Obrona gospodarzy została złamana w 37 min. - Arda Guller świetnie wypuścił w bój Mbappe, ten zabrał się z piłką i nie zmarnował sytuacji sam na sam z Escandellem. Tu też była kontrowersja, bo można mieć wątpliwości, czy Tchouameni nie faulował przy odbiorze piłki. Po przerwie Real długi nie robił tak wiele jak przypuszczałem w celu zamknięcia meczu i dobicia rywala. Ba, w 82 min. Oviedo było bliskie wyrównania - po akcji lewą stroną piłkę dostał przed polem karnym Kwasi Sibo i huknął w słupek. Już minutę później Los Blancos odpowiedzieli golem, Vinicius przytomnie dograł do Mbappe, który podwyższył wynik. W 89 min. Asturyjczycy byli bliscy bramki kontaktowej - strzał Haissema Hassana obronił Courtois, a efektowna dobitka przewrotką Federico Vinasa minęła lewy słupek. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry wynik ustalił Vinicius uderzeniem po ziemi przy dalszym słupku.
W kolejnym meczu Oviedo czeka kolejna trudna przeprawa, zagrają u siebie z Realem Sociedad, następnie zaś zmierzą się na wyjazdach z Getafe i Elche. Na pewno utrzymanie będzie sukcesem drużyny Paunovicia, ale też wzmocnienia jakie poczynili są dość konkretne (Dendoncker, Brekalo, Ilić), więc potencjał jest.



