Domek nr 10 (temat luźny)

Awatar użytkownika
Przema
Kapitan
Kapitan
Posty: 3194
Rejestracja: 10 lut 2008, 19:17
Reputacja: 732

Domek nr 10 (temat luźny)

Post autor: Przema » 28 sie 2025, 11:26

johny batonik pisze:
28 sie 2025, 10:55
Post autor: johny batonik » czw 28.08.2025 9:55
No wlasnie nie. To jest ta roznica. Nawet jesli pojdziesz do innej szkoly, to nadal masz te same obowiazki i musisz poswiecac ten sam czas po godzinach pracy zeby nalezycie sie przygotowac na kolejny dzien czy ocenic jakies sprawdziany.
W korpo jesli nie nadazasz ze swoimi obowiazkami, to znaczy ze trafiles w [ch**] miejsce i po prostu jest tego za duzo i za malo ludzi, smierdzi januszexem. Ewentualnie masz za to placone albo odbierasz jako wolne. W innej sytaucji zmieniasz robote i jest spora szansa, ze tego unikniesz. w zasadzie to myslalem, ze takie miejsca juz wyginely.
Eyesmon pisze:
28 sie 2025, 10:58
Przema. No to potem masz wlasnie takie stare nieogarniajace baby, które nie ucza tylko odbębniają. Ja w swoim życiu i mojej córki spotkałem moze 2 nauczycieli z pasją na kilkudziesięciu. Reszta to frustraci albo co najmniej średniacy którzy odbebniaja minimum. Nie widze powodu zeby im placic za takie cos wiecej. Niech wejdzie jakies kryterium jakościowe do tej branży

3x napisze. Urynkowic
Mozna urynkowic czemu nie. Natomiast patrzac po tym co jest teraz, to zadaj sobie pytanie czemu tak to wyglada i kto ostatecznie do tej pracy trafia i jaka ma motywacje zeby dawac cos wiecej od siebie. Smiem twierdzic, ze nie ma zadnej motywacji, bo i brak perspektyw na cos lepszego niezaleznie czy bedzie mu zalezalo czy nie. Sa pewnie pasjonaci w tym zawodzie, ale to gatunek wymierajacy - do tego procesu przyczynili sie zarowno politycy jak i roszczeniowi rodzice oderwani od rzeczywistosci.
sickstick pisze:
28 sie 2025, 11:06
Szkolnictwo to jest ogólnie temat na meeega szeroką dyskusję.
Zgadzam sie. I uwazam, ze szkolnictwo czeka meeega rewolucja, totalna przeorka. Tak jak system opieki zdrowotnej, tyle ze tutaj zrobic to o wiele latwiej.
Potrzebna bedzie jeszcze wieksza cyfryzacja niz elektroncizny dziennik. No i tutaj az sie prosi zeby w niektorych miejscach uzywac AI.Ale to melodia przyszlosci.
sickstick pisze:
28 sie 2025, 11:06
Ja mam duży dylemat czy dziecko będę posyłał do państwowej czy prywatnej. Plusem państwowej jest integracja z rówieśnikami różnego typu, moim zdaniem najważniejszy element dla dzieciaka w dzisiejszych czasach (sam chodziłem najpierw do podstawówki z ultra patologią, potem do gimnazjum z oddziałami integracyjnymi gdzie 1/4 rówieśników miała jakieś upośledzenia, no i oczywiście masa "normalnych" znajomych - uważam że mega mnie te doświadczenia rozwinęły społecznie) podczas gdy w szkole prywatnej masz max 10 rówieśników, zazwyczaj wychowanych przez rodziców którzy wyżej srają niż dupę mają - tak więc mam taką "chłopską" obawę że dzieciak po prywatnej może wyrosnąć na dziwolonga, zaś państwowa go zintegruje i nauczy życia.
Ja mam tutaj niezle ocene porownawcza. Przeszedlem system edukacji gdzie zalapalem sie na panstwowa podstawowke i liceum, a takze prywatne gimnazjum. Takiej skali patologii jak w prywatnej szkole nie widzialem ani wczesniej ani pozniej. Na plus malo liczne klasy, bo faktycznie mialem 10-12 osob w grupie z tego co pamietam.
Teraz moze to troche inaczej wygladac, ale moj wniosek jest taki, ze tam gdzie byla kasa, to patola byla duzo wieksza, tylko byla bardziej ukrywana.
Natomiast mimo wszystko bede mial podobny dylemat, o ktorym piszesz. Z jednej strony wolalbym publiczna szkole w okolicy tak aby dzieci mialy znajomych w okolicy i mogly wspolnie spedzac czas. ALE. Jak widze jak tutaj szkola rejonowa wyglada - czyli bardzo duzo dzieci, liczne klasy >30 osob, z okienkami i lekcje konczace sie po 17:00, no to ja chyba wymiekam. Na drugim biegunie jest szkola prywatna, gdzie faktycznie sie sporo placi, ale w tej kwocie masz sporo zajec pozalekcyjnych, baseny, lepsze wyzywienie i warunki w szkole. Tyle, ze mowie o miejscu do ktorego codziennie dzieci trzeba bedzie dowozic przez jakis czas, a znajomi beda w obrebie calego miasta. Niby nic to zlego, ale ja tez chodzilem do podstawowki bardzo oddalonej od mojego osiedla i troche czasu zajelo nim sie zintegrowalem z rowiesnikami na dzielni (choc nie wszystkimi), ale moze to i dobrze. Matka nie chciala mnie tam puscic, bo mowila ze patola. I cos w tym bylo, bo teraz jak kojarze co sie dzieje z tymi ludzmi to nie ma co zazdroscic.

Wróć do „Hyde Park”