Primera Division (La Liga)

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4257
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2550
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Primera Division (La Liga)

Post autor: Cement » 24 wrz 2025, 20:20

Real Betis - Real Sociedad 3:1

Zła passa Basków trwa, podczas gdy Real Betis notuje niezły start sezonu - zobaczymy, jak poradzą sobie z jednoczesną grą w Europie. Już w 7 min. Andalujzyczycy objęli prowadzenie - po podaniu Lo Celso Cucho Hernandez przymierzył pod poprzeczkę nie do obrony. Odpowiedź zespołu z San Sebastian przyszła szybko, bo już w 13 min. - wydawało się, że po minięciu wychodzącego z bramki Pau Lopeza Barrenetxea pogubił się i nic już nie zdziała, ale przytomnie zdołał wycofać do Braisa Mendeza, który znakomitym uderzeniem przy dalszym słupku wyrównał. Po tym dobrym początku mecz wytracił tempo - zaczęły się mnożyć faule i przerwy, płynnej gry było stosunkowo mało. Szarpać próbował Antony, ale przeważnie przegrywał pojedynki z obrońcami Sociedad. Po przerwie Baskowie wyglądali jednak, jakby myślami zostali w szatni - całkowicie posypali się. W 49 min. po wrzutce z lewego skrzydła Alex Remiro wyszedł z bramki i próbował piąstkować tak fatalnie, że skierował piłkę do własnej bramki. W 69 min. było już 3:1, po dobrym dograniu Bellerina w pole karne bez przyjęcia uderzył Pablo Fornals, przeciwko nogom bramkarza Sociedad. Wynik mógł być wyższy, bo Betis grał ze swobodą i stwarzał sobie kolejne sytuacje bramkowe - Ezzalzouli dwukrotnie obił słupek, a w doliczonym czasie gry doskonałej sytuacji bramkowej nie wykorzystał młody Pablo Garcia, który nieatakowany uderzył z kilku metrów nad bramką. Real Sociedad został rozbity w 2. połowie bardziej aniżeli wskazuje na to wynik i jeżeli ich sytuacja wkrótce się nie poprawi, to Sergio Francisco, dla którego jest to pierwsza praca w La Liga, wkrótce może się zacząć obawiać o swoją posadę.


Levante - Real Madryt 1:4

Z zadowoleniem przyjąłem powrót Levante do La Liga - drużyna ta przyzwyczaiła mnie, że jej mecze na ogół były ciekawymi widowiskami, no i trudno nie darzyć sympatią Jose Luisa Moralesa - 38-letni El Comandante może już nie będzie grał w pierwszym składzie, ale to wciąż niezwykle barwna postać i ikona Levante. Wczoraj nie dali jednak rady Realowi, pomimo obiecującego początku - już w 3 min. po koszmarnym błędzie Ardy Gülera piłkę dostał w prezencie Unai Vencedor, dograł do Isaaca Romero, ten w dobrej sytuacji uderzył jednak obok lewego słupka. Królewscy szybko odpowiedzieli, w 8 min. Mastantuono był bliski zdobycia swojego premierowego gola w Hiszpanii, uderzył minimalnie obok lewego słupka bramki Mathew Ryana. W 14 min. znów groźnie było pod bramką Curtois, niepilnowany w polu karnym Adrian de la Fuente główkował niewiele obok słupka. Napór Realu rósł - w 21 min. Ryan obronił strzał Viniciusa, a Mastantuono z bliska dobił w poprzeczkę. W 23 min. Ryan znów musiał popisać się umiejętnościami, broniąc potężny strzał Fede Valverde z dystansu. W końću w 28 min. Vinicius oddał sprytny, niesygnalizowany strzał po którym australijski bramkarz Levante tylko odprowadził piłkę wzrokiem. W 39 min. Mastantuono w końcu otworzył swoje konto bramkowe w barwach Królewskich - wpadł w pole karne i, choć mógł podawać, sfinalizował akcję sam uderzeniem pod poprzeczkę. Po przerwie nadzieję Levante dała sytuacja z 53 min. - po rykoszecie, który zmylił Courtois, do siatki trafił głową z bliskiej odległości Kameruńczyk Etta Eyong. Nie po raz pierwszy w tym sezonie sprawy wziął w swoje ręce Mbappe - w 64 min. uderzeniem a'la Panenka z rzutu karnego podwyższył wynik, a w 66 min. po świetnym prostopadłym podaniu Gülera minął niemrawo wychodzącego Ryana i trafił do pustej bramki, praktycznie kończąc jakiekolwiek emocje w tym meczu. Warto jednak odnotować, że El Comandante pojawił się na boisku na ostatni kwadrans. Kolejne pewne zwycięstwo Realu, który w następnej kolejce zmierzy się w derbach Madrytu z zespołem Cholo Simeone.

Wróć do „Hiszpania”