Nadrobiłem walkę Kuby Wikłacza, bo dopadło mnie jakieś przeziębienie i nawet nie planowałem wstawać. Samo zwycięstwo to wielki wynik, pokonanie w debiucie mistrza Bellatora, będąc na pozycji ogromnego underdoga - super wygrana na koncie Jakuba. Jeśli chodzi o samą walkę to była bardzo bliska. Janisz nie wierzył w zwycięstwo Kuby po trzeciej rundzie, w której dominował Mix. Pierwsza runda bardzo dobra w wykonaniu Wikłacza. I w stójce fajnie wyglądał i w parterze był lepszy. Okopywanie tułowia robiło robotę, na twarz też trochę spadło i na przerwę Patchy schodził z wyłączonym jednym okiem. Druga runda już bardziej wyrównana, widać było że kondycyjnie Kuba mocno odczuł pierwsze starcie. Trzecia runda już dla Mixa. Walka mogła pójść w dwie strony moim zdaniem. Dwóch świetnych parterowców - pierwsza runda to 2 minuty kontroli Wikłacza, natomiast kolejne rundy to dominacja w tej płaszczyźnie rywala.
Co na minus? Legendary polish cardio, a jak! Do tego było dużo szukania gilotyny, sam Kuba chyba w jakiejś rozmowie po walce o tym wspomniał.
Nie ma co, wygrana wielkim osiągnięciem. Trzeba pracować dalej i robić swoje, ale wejście do organizacji pierwsza klasa. Jedno z większych polskich zwycięstw w UFC w ostatnich latach jak dla mnie.



