Ostatnio, nie wiem nawet kiedy, obejrzalem wszystkie czesci Bonda od poczatku. To nie jest przypadek, bo ta seria jest moja ulubiona jesli chodzi o filmy akcji i tak co kilka lat robie sobie taki sentymentalny powrot. Zwlaszcza, ze na ostatniej czesci bylem w kinie, ale kompletnie nie kojarzylem co tam sie dzialo, dosc powiedziec, ze to byl pierwszy raz jesli chodzi o filmy z 007 gdzie od polowy filmu przebieralem nogami, zeby juz wyjsc z sali. Ponowny seans nie zmienil moich odczuc - niepotrzebnie Craig sie bawil w te czesc, widac ze sie juz postarzal i te sceny walk z jego udzialem byly faktycznie lagodniejsze na jego zyczenie. No, ale ja nie o tym. Jakis czas temu na tt widzialem dyskusje, ktora czesc miala najlepsza pierwsza scena (ten moment przed piosenka Bonda i pierwszymi napisami), no i tu faktycznie Spectre gdzie scena z 5 minutowa bez zadnego ciecia jest chyba najlepsza. Poscig w Quantum tez niczego sobie, u mnie sentymentalnie Goldeneye i slynny skok na linie tez znajdzie sie na podium.
Staralem sie tez wybrac najlepszego przeciwnika Bonda, choc wiadomo ze przez lata sie to zmienialo, gdzie na poczatku tez walczyl z Widmem, ale i tak zawsze byl jakis wyrazisty przeciwnik. To samo gdy mierzyl sie z radzieckimi sluzbami. No ale tutaj tez na plus najnowsze czesci - Javier Bardem w Skyfall to moj nr 1, a zaraz za nim Ch. Waltz w Spectre. W starszych czesciach pewnie bylby to Goldfinger albo Dr. No. Z tym, ze ciezko to tez porownac bo jednak widac ze seria ciagnie sie przez dekady i niektore mocno naiwne sceny czy wrecz cale filmy z lat 70 nijak sie maja do tych najnowszych. To samo tyczy sie glownego aktora. Pamietam, ze gdy pierwszy raz ogladalem cala serie to bylem zauroczony Rogerem Moorem i nie bylo dla mnie lepszego Bonda. Utozsamial w sobie tego brytyjskiego gentlemana, ktory jednym tekstem potrafil wyjasnic swojego przeciwnika albo uprzedmiotowic kobiete. Po czasie jednak chyba jako jedynke dalbym Seana Connerego, a na drugim miejscu T. Dalton albo D.Craig - ciezko wybrac.
Natomiast co mnie wkurza, to ciagle zmieniajacy sie aktor grajacy przyjaciela, czyli Felixa Leitera. To, ze aktorzy sie zmieniaja to ok, ale czemu przez X filmow byla to biala postac, a teraz dali niebialego aktora? To bez sensu. Tak samo gdy juz w 2 pierwszych czesciach Bond sie mierzyl z Widmem, a w czesci Spectre prosil Q o analize pierscienia i wydawal sie zaskoczony czym jest w ogole Widmo. Brak tutaj troche konsekwencji. Ale generalnie nie ma co sie czepiac do tych bajek, bo ktorej czesci sie nie wybierze to mozna sie dobrze bawic.
Jeszcze wybierajac topki, nie mozna zapomniec o sciezce dzwiekowej i dziewczynie Bonda. Sciezka dzwiekowa to chyba Zyj i pozwol umrzec, a dziewczyna Bonda? To pewnie Eva Green w Casino Royale, a z tych starszych czesci, to nie wiem czy nie pierwsza czesc czyli Dr No.
Najlepszy film? Dla mnie Skyfall z tych nowych, a patrzac na calosc to dodalbym jeszcze Pozdrowienia z Rosji i Goldfingera. Nie wiedziec czemu uwielbiam tez czesc Czlowiek ze zlotym pistoletem, ale to chyba dlatego, ze to byla pierwsza czesc jaka widzialem w tv lata temu.
Ciekawe kogo ugotuja na nowego Bonda.
Obejrzalem tez ostatnio dwa horrory, w tym jeden, ktory ostatnio jest na czasie nawet tutaj.
Znikniecia - no tutaj takie 5/10 - fajny pomysl, fajne wykonanie, ale ta koncowka mocno rozczarowala. Byl potencjal na wiecej, natomiast i tak mila odmiana, bo w tym klimacie rzadko trafie na cos, nad czym warto posiedziec dluzej niz 30 minut.
Ciche miejsce - nietypowe, kto ogladal to wie czemu. Oceniam zdecydowanie wyzej. Sam sie zlapalem, ze po seansie staralem sie nie halasowac w domu. Zdecydowanie bardziej polecam niz Znikniecia. Dziwnie tez oglada sie Krasinskiego w innej produkcji niz The Office, ale tutaj naprawde dal rade.



