Liga Narodów, pierwszy mecz o 3. miejsce
Francja - Szwecja 2:1 (Karchaoui 45+3'-karny, Mbock Bathy 90+6' - Blackstenius 67')
Fatalny początek kadencji Tony'ego Gustavssona jako selekcjonera Szwedek - najpierw łomot od Hiszpanii w półfinale, a wczoraj sfrajerzony mecz z Francuzkami, które w przekroju całego spotkania zagrały dość słabo i były do ogrania. Już w 2 min. świetne prostopadłe podanie dostała Rytting Kaneryd, wygrała pojedynek biegowy i oddała strzał, ale przy tak ostrym kącie Peyraud-Magnin poradziła sobie. Później nastąpił okres ataków Francuzek, ale szwedzka obrona radziła sobie dobrze, skutecznie blokując strzały i nie dopuszczając trójkolorowych do sytuacji bramkowych. W 15 min. kolejne świetne prostopadłe podanie dostała Rytting Kaneryd - piłkarka Chelsea wygrała pojedynek biegowy, ale w sytuacji sam na sam trafiła w wychodzącą z bramki i skracającą kąt bramkarkę Francuzek. Najlepszą sytuację dla Szwedek miała w 1. połowie Kosovare Asllani - weteranka dostała piłkę jak na tacy od Rytting Kaneryd, ale uderzyła w sam środek bramki, Peyraud-Magnin nie mogła tego przepuścić. Niestety, pod koniec 1. połowie Anna Sandberg w niegroźnej sytuacji sfaulowała rywalkę w szesnastce, a rzut karny wykorzystała Karchaoui. Po przerwie sytuacji bramkowych było mniej, ale Szwedki zdołały wyrównać - w 67 min. Anna Sandberg odkupiła winy, po jej idealnej wrzutce Blackstenius z bliska zdobyła gola głową. Obraz gry w końcówce wskazywał, że raczej utrzyma się remis, ale w doliczonym czasie gry po rzucie rożnym Szwedki nie upilnowały Mbock Bathy, która uderzeniem głową dała Francuzkom zwycięstwo.
Rewanż 2 grudnia w Sztokholmie. Dobrze, że Gustavsson odważnie wprowadza do składu młodzież (Anna Sandberg, Monica Jusu Bah, Felicia Schröder), ale wyniki są póki co beznadziejne.



