Nie poleciałem w sobotę do Madrytu mimo iż miałem bilet w pierwszą stronę to już w drugą był za drogi gdy finalnie ogłoszono godzinę meczu Realu. W sobotę nadrabiam i lecę do Alicante. Ostatniego stycznia lecę do tureckiego Bodrum. Oba te wypady to po prostu żniwa tanich biletów w tym okresie. Zapłaciłem za te 4 loty mniej niż zarabiam w 8h w pracy po podatku. W planach jeszcze jest Madryt w połowie styczniapl(plan to oba mecze w Madrycie) ale nie wiem czy skleje budżet na to.
Najlepszy rok podróżniczy mimo iż miałem masę innych wydatków.



