Tzn. z tak nagłym przybraniem na wadze. Bo jeśli chodzi o tętno, to ja nigdy nie widziałam problemu w tym, że jest niższe. Ba, od początku się tym ekscytowałam i przez długi czas nawijałam coś w stylu: „E, pacz, normalnie na tych schodach miałam 130, a teraz mam 105, uuuuu, ale czad”. Nie myślałam nigdy o związku tętna z efektywnością treningu, bo niespecjalnie miało to dla mnie znaczenie. I też nie odczuwam jakoś specjalnie tej zmiany tak na co dzień – poza tym że np. jestem w stanie nawet biegać, a dawniej po 20 metrach serce mi chciało wyskoczyć. Ale już to, że mam spoczynkowe 60 zamiast 75 jest dla mnie nieodczuwalne w żaden sposób – tzn. może sercu to robi różnicę, że ma mniej roboty, ale mnie to jakichś odczuć w ciele nie zmienia.


