Zróbmy to tutaj, żeby nie zaspamować całkiem wątku o trenerskiej ruletce.
No więc saga "Papszun chce do Legii, Legia chce Papszuna" dobiegła końca. Do dziennikarzy wyszedł sam zainteresowany w towarzystwie Marcina Herry, który od dziś "samodzielnie" będzie rządził Legią w imieniu Mioduskiego (o, tu mi czołg jedzie, jak to będzie pełna samodzielność). Nie zorganizowano konferencji prasowej, tylko szybki briefing prasowy, bo - jak powiedział Herra - nie ma czasu na gadanie. W związku z tym nawijał przez dobre 15 minut, głównie bez sensu, po czym oddał głos Papszunowi.
Marek Papszun był ewidentnie wzruszony faktem, że w końcu jest w klubie, w którym zawsze chciał pracować. Ja mu trochę współczuję, bo przy Mioduskim będzie miał bardzo ciężko. Nie zmienia to faktu, że dziś widziałem człowieka szczęśliwego i w tym upatruję szansy na lepsze jutro.
Ludziom z gabinetów przestałem wierzyć już dawno. Trenerowi Markowi zaufać muszę, mimo, że nie byłem nigdy fanem stylu gry Rakowa. W nim ostatnia nadzieja.



