Grupa A
Maroko - Komory 2:0 (Diaz 55' El Kaabi 74')
Zgodnie z oczekiwaniami gospodarze, będący jednymi z głównych faworytów turnieju, zaczęli od zwycięstwa, choć 1. połowa nie wyglądała w ich wykonaniu najlepiej. Dość szybko uzyskali co prawda rzut karny, ale Soufiane Rahimi uderzył ani mocno, ani precyzyjnie, w efekcie bramkarz Komorów Yannick Pandor nogą obronił. Marokańczycy mieli jeszcze jedną sytuację - w 30 min. po szybko rozegranym rzucie wolnym komoryjska defensywa zaspała, ale Ismael Saibari uderzył obok dalszego słupka. Poza tym defensywa Komorów trzymała się bardzo dobrze, a Marokańczycy mieli duże problemy z dochodzeniem do sytuacji bramkowych. Po przerwie Lwy Atlasu zdołały w końcu złamać opór reprezentacji archipelagu - Mazraoui wyłożył piłkę Brahimowi Diazowi, a piłkarz Realu Madryt uderzeniem bez przyjęcia otworzył wynik. Niespodziewanie już chwilę później Komory miały świetną szansę do wyrównania - w sytuacji sam na sam znalazł się Rafiki Said, ale strzał napastnika Standardu Liege obronił Bono. Maroko nadal przeważało i stwarzało sobie więcej sytuacji niż w 1. połowie. W 64 min. Komory uratował Pandor, który obronił strzał Mazraouiego i na tyle szybko zebrał się, że wybronił także dobitkę El Yamiqa. W 74 min. prowadzony na boisko chwilę wcześniej Ayoub El Kaabi zdobył kapitalnego gola przewrotką po dośrodkowaniu Salah-Edinna. W 82 min. swoją sytuację miał doświadczony En-Nesyri, którego mocny strzał zza linii pola karnego obronił Pandor.
Komory mimo wszystko mogą schodzić z boiska z podniesioną głową - w 1. połowie trzymali się naprawdę dobrze i nie przegrali wysoko, co w kwestii ewentualnego awansu z 3. miejsca może mieć znaczenie. Szkoda, że na boisku nie pojawił się El Fardou Ben Nabouhane, chyba najbardziej znany komoryjski piłkarz - obecnie już 36-letni napastnik gra w serbskim FK Zemun.



