Grupa A
Mali - Zambia 1:1 (Sinayoko 61' - Daka 90+2')
No i mamy pierwszą małą niespodziankę turnieju - Miedziane Pociski rzutem na taśmę urwały punkty faworyzowanym Orłom. W 1. połowie działo się niewiele ciekawego, choć lepsze było Mali. Dopiero w końcówce po faulu Mathewsa Bandy Malijczycy stanęli przed świetną szansą, ale uderzenie El Bilala Toure z wapna obronił Willard Mwanza, który przed tym turniejem miał na swoim koncie tylko jeden mecz w zambijskiej reprezentacji. Po przerwie gra trochę się otworzyła i w 61 min. Orły objęły prowadzenie - po dośrodkowaniu z rzutu rożnego obrona Zambii kompletnie zaspała obrona Zambii, piłkę dostał Sinayoko, pierwsze uderzenie napastnika Auxerre zostało jeszcze zablokowane, ale dobitka pod poprzeczkę była nie do obrony. Zambijczycy z konieczności zaczęli grać odważniej w ataku i okazało się, że mają argumenty - w 73 min. efektowne uderzenie przewrotką Dominica Chandy obronił Djigui Diarra. Zambijczycy naciskali coraz mocniej, w końcówce spychając Mali do dość głębokiej obrony. W 89 min. po dośrodkowaniu z prawego skrzydła Patson Daka z dobrej pozycji uderzył głową bardzo niecelnie. W końcu zambijska drużyna dopięła swego - Mathews Banda świetną wrzutką za plecy obrońców znalazł Patsona Dakę, a napastnik Leicester uderzeniem głową wyrównał. W końcówce doliczonego czasu gry Mali znów rzuciło się do ataków, ale było za późno na odzyskanie prowadzenia.
Remis zdecydowanie bardziej urządza Zambię, która zagra teraz z Komorami i w razie wygranej (która nie będzie jednak łatwa) ma praktycznie pewne wyjście z grupy (w najgorszym razie cztery punkty prawie na pewno powinny wystarczyć do awansu z trzeciego miejsca). Z kolei Mali będzie musiało zmierzyć się z gospodarzami, a tam o punkty będzie ciężko.



