Puchar Narodów Afryki (zbiorczy)

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4257
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2550
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Puchar Narodów Afryki (zbiorczy)

Post autor: Cement » 26 gru 2025, 11:55

Grupa F

Wybrzeże Kości Słoniowej - Mozambik 1:0 (Diallo 49')
Zadanie wykonane, w meczu z teoretycznie najłatwiejszym przeciwnikiem w grupie Słonie zgarnęły trzy punkty, pokazując przy tym to, co w eliminacjach do Mundialu - solidna obrona i problemy ze skutecznością w ataku. Sytuacji do otwarcia wyniku nie brakowało już w 1. połowie. W 26 min. znakomite dośrodkowanie z prawej flanki posłał Guela Doue, a Yan Diomande uderzeniem po koźle sprawił spore problemy bramkarzowi Mozambiku Ernanowi Siluane. W 34 min. po wycofaniu piłki przez Amada Diallo tuż obok prawego słupka uderzył Ghislain Konan. W 45 min. bliski zdobycia gola był Franck Kessie, główkując z bliska, jednak prosto w Siluane. Po przerwie Iworyjczycy w końcu udokumentowali swoją przewagę - Kessie zgrał piłkę głową, a Amadou Diallo uderzeniem w prawy dolny róg wreszcie pokonał Siluane. Obrońcy trofeum mieli jeszcze kilka okazji do podwyższenia wyniku, ale znów zawodziła skuteczność, szczególnie w sytuacji, gdy wychodząc z bramki Siluane obronił w sytuacji sam na sam, a dobitka została wybita przez jednego z powracających obrońców na rzut rożny. W 62 min. swoją okazję miał też Kessie, po miękkiej wrzutce Ghislaina Konana główkował minimalnie obok prawego słupka. W końcówce piłkarze Mozambiku w końcu zagrali odważniej w ofensywie i w doliczonym czasie gry byli bliscy wyrównania - Geny Catamo przedarł się środkiem pola karnego, jego uderzenie obronił jednak Yahia Fofana, ratując zwycięstwo Wybrzeża Kości Słoniowej. Nie był to idealny start, ale w turnieju trzy punkty są najważniejsze.

Kamerun - Gabon 1:0 (Etta Eyong 6')
Mimo zamieszania w piłkarskiej federacji oraz braku powołań dla wielu gwiazd (wystarczy wymienić Onanę, Aboubakara czy Toto Ekambiego), Kamerun rozpoczyna od zwycięstwa po wyrównanym meczu z Gabonem. Nieposkromione Lwy szybko objęły prowadzenie - Karl Etta Eyong uniknął spalonego i w sytuacji sam na sam posłał piłkę do siatki między nogami gabońskiego bramkarza Loyce’a Mbaby. Gabon, choć miał jedną sytuację (w 18 min. Devis Epassy wybronił sytuację sam na sam, choć nie wiem, czy nie był tam ostatecznie odgwizdany spalony), to jednak nie poprawił zbytnio swojej gry, w efekcie już po półgodzinie gry selekcjoner zdecydował się prowadzić na boisko ciężką artylerię w postaci Aumabeyanga i Leminy. W 38 min. problemy gabońskiemu bramkarzowi sprawił Danny Namaso kąśliwym uderzeniem z dystansu - Mbaba odbił piłkę przed siebie, ale nikt nie zdołał dobić. Końcówka 1. Połowy należała do Gabou, który przejął inicjatywę, ale nie zdołał udokumentować tego okresu dobrej gry golem. Po przerwie mecz był bardzo otwarty, i wyrównany, akcja przenosiła się spod jeden bramki pod drugą. W 55 min. z dystansu potężnie huknął Bryan Mbeumo, Mbaba znów musiał odbijać piłkę przed siebie. Najlepsza okazja dla Gabonu miała miejsce w 72 min., kiedy to świetne prostopadłe podanie za plecy obrońców dostał Royce Openda, jednak Epassy w sytuacji sam na sam dobrze skrócił kąt i obronił strzał. W doliczonym czasie gry Gabon próbował sforsować kameruńską obronę atakami pozycyjnymi, bezskutecznie.

Wróć do „Piłka nożna na świecie”