2025 to dla mnie najgorszy czytelniczo rok w życiu. Mało przeczytanych książek (aktualnie 35, myślę, że dobiję do deklarowanych 36) i też, przede wszystkim, mało dobrych książek.
Pierwsza książka, która mnie wciągnęła i wyrwała z czytelniczego marazmu, to lektura z sierpnia – „Wiem, co zrobiłeś!” Adriana Bednarka. Książka z akcją osadzoną w środowisku piłkarskim Krakowa. Nie tak dobra, jak parę innych tego autora, ale zadziałała na mnie doskonale. Wcześniej przez 7 miesięcy przeczytałam tylko 6 książek i miałam ogromny odrzut od czytania.
Widzę, że nie przeczytałam w tym roku prawie żadnej literatury faktu. Jedynie „Martwą górę”, która nie jest jakaś bardzo udana, ale dzięki niej dowiedziałam się więcej o tragedii na Przełęczy Diatłowa. Za to z kategorii wspomnień przesłuchałam autobiografię Kelly Bishop, gdzie lektorką jest sama autorka – i to zdecydowanie moje najlepsze czytelnicze wspomnienie z tego roku. Niesamowita przyjemność!
Najlepsze polskie książki z tego roku: „Obiekty głębokiego nieba" Małeckiego i „Tewila Bambi” Ćwieka – choć i jedna, i druga nie należą do moich ulubionych książek tych autorów.
Z literatury zagranicznej – „Goście” Agnes Ravatn i „Duchy” Dolly Alderton (bardzo prawdziwe spojrzenie na problemy pokolenia millenialsów).
No i tytuły najbardziej wciągające – seria Pomoc Domowa Fridy McFadden i „Kocham, mama” Iliany Xander.


