O Budapeszcie to już mi się powtarzać nawet nie chce, szkoda klawiatury... Wyścig zaliczony, cele kilometrażowe niezrealizowane- ale pogoda w tym roku była wybitnie niesprzyjająca.19B10 pisze: ↑22 gru 2024, 17:59Budapesztu oczywiście nie udało się zobaczyć, także plan na przyszły rok gotowy19B10 pisze: ↑20 gru 2023, 11:11Raczej nie stawiam sobie celów na dany rok, także ciężko później uznać czy udało się je zrealizować, ale gdyby go podsumować, to nie był wcale taki zły.
Owszem, znowu byłem w szpitalu, zaliczyłem skomplikowaną ponoć operację, ale nie było po niej powikłań, no i po dwóch latach mogę w końcu normalnie jeść, a było z tym już kiepsko. Na pewno dwie gastroskopie w jednym roku to o dwie za dużo, mam nadzieję że nie będę już musiał tego więcej przerabiać.
Zawodowo nic się nie zmieniło, co w zupełności mi wystarczy- chodzę tam tylko po to żeby było mnie stać na życie.
Wystartowałem w pierwszym w życiu wyścigu rowerowym, nie zabiłem się, było fajnie, pora na kolejne w 2024, przygotowania zostały już podjęte.
Jeżeli chodzi o podróże, to dalej celem numer jeden jest Budapeszt, może w końcu się uda.![]()
Wyścig rowerowy nr 2 zaliczony, na nr 3 w przyszłym roku jestem już zapisany. Udało się zrobić 200 km za jednym podejściem i 5.000 rocznie, trzeba podkręcić- może uda się zrobić 250/6000? Próbować na pewno będę. A poza rowerem to jakiś bez wyrazu ten rok. Odpukać, nie działo się nic złego, ale pozytywnych wyskoków też było raczej niewiele, ale to może ze względu na to, że w lutym kod się zmienił, a z 4 z przodu to już nie to samo.
Dlatego wyjątkowo mam plan na przyszły rok- cieszyć się zwykłym dniem, zamiast oczekiwać nie wiadomo jakich uniesień.
Zresztą, w ogóle ten rok taki dla mnie jest. Zacząłem go z Mamą w szpitalu, po wyjściu musiałem się do niej przenieść na dwa tygodnie, mam nadzieję, że więcej już nie będę musiał, bo było to ciężkie przeżycie. W październiku znowu była dwa tygodnie w szpitalu, wykryli jej wadę serca, w styczniu wyniki badań genetycznych, także może się okazać, że ja też będę musiał je zrobić. Także to cieszenie się zwykłym dniem średnio mi poszło, do tego problemy w domu, ale tu, odpukać, od tygodnia jest jakoś lepiej i widać światełko w tunelu, może w końcu uda się coś naprawić, no ale nie zapeszajmy.
W pracy w sumie było ok, działo się sporo, doszły mi nowe obowiązki, ale dzięki temu nauczyłem się czegoś nowego i jestem bardziej przydatny. Aspekt finansowy uległ także poprawie, aczkolwiek bardzo delikatnej.
Ot i tyle, chociaż zostały jeszcze dwa dni, mam nadzieję że przejdą szybko i nowy rok, rozpoczynający zresztą nowe ćwierćwiecze, okaże się lepszy.
Mam jedno postanowienie noworoczne, ale nie będę go ujawniać, mam nadzieję, że uda mi się za rok pochwalić jego realizacją.



