Sprawna sensacja z niezłym aktorstwem i szczyptą kwestii społecznych (+ urocza ironia na korpo przeciwstawioną meksykańskiemu superzorganizowaniu). Tylko tyle i aż tyle. Ale na tle dzisiejszego kina to i tak sporo.dias pisze: ↑05 sty 2026, 21:46Ściągnąłem sobie wcześniej na telefon "Jedna bitwa po drugiej", żeby miec co robić w trakcie podróży. I wiecie co? Nie rozumiem zachwytów. Ot, film. Ani dobry, ani zły, z jakąś tam akcją, scenariuszem, zdjęciami i [ch**] muzyką. Czy to jest przewrót w kinie? Nowa jakość? Nie, to jest nadmuchany artyzm, którego nie kumam. Absolutnie odrzucające dialogi. Postaci, o których zapominam po pięciu minutach.
Można obejrzeć, ale nie trzeba.
Tylko ja mam takie wrażenie, że generalnie współczesna kinematografia jest bardzo średnia (poza niektórymi wyjątkami)? Seriale poszły jakościowo be górę, filmy niekoniecznie.



