Tym razem było inaczej, poczułem klimat na każdym kroku, bo chodziliśmy głównie po obszernym Starym Mieście.
Jarmark nie umywa się do wrocławskiego, choinka też biedniejsza, ale samo miasto top.
Mimo zimna, nawet pochodziliśmy, do tego rejs po Wełtawie, który jakichś wybitnych wrażeń czy widoków nie zapewnił, no ale woleliśmy nie żałować, że nie byliśmy.
Raz zjedliśmy lokalną kuchnię, a raz po raz pierwszy w Popeyes. Obie poprawy bardzo smaczne.
Bardzo dużo turystów, lokali z kołaczami i marihuanen. Nie wiem po co to komu, a dlaczego?
Fajna wizyta, na pewno można było jeszcze zostać, bo byłoby co robić.
Dziś 2h jazdy na stoku Jested i długi powrót do domu(*).















