Ja staram się jednak by zdecydowana większość klubów była dla mnie neutralna a ilość prawdziwych sympatii i antypatii mieć ograniczoną. Oczywiście gdy byłem nastolatkiem to te listy tworzyłem dłuższe w obu kategoriach ale z czasem człowiek po prostu ugruntował i w taki logiczny psychologicznie sposób zawęził wszystkie takie listy.
Od 1998 roku przede wszystkim kibicuję dwóm klubom. Ajax Amsterdam oraz FC Barcelona. Przez pierwsze 3 lata czyli w okresie mniej więcej 1998-2001 jeszcze na trzecim miejscu był dla mnie Milan, ale potem jakoś tak doszedłem do wniosku że dwa kluby mi w sumie wystarczą i że jednak włoska piłka jest mi tak odległa ideologicznie że postanowiłem zrzucić Milan z tapety. I niech forumowi kibice tego klubu nie mają do mnie złej krwi, ja mam jak najbardziej szacunek do Milanu. Po prostu uznałem wtedy gdzieś tam w 2001 roku że jest trochę jednak nie aż tak mi z nimi po drodze jak wcześniej sądziłem. No ale jako ciekawostkę mogę dodać że tytuł Mistrza Włoch Milanu z sezonu 1998/1999 do dziś traktuję trochę jako również swój. Jest w mojej prywatnej psychologicznej gablocie kibicowskich osiągnięć. Przeżywałem jako 15 latek tamten ich dramatyczny wyścig z Lazio zakończony happy endem
W Polsce najbliżej mi do klubu z mojego miasta czyli GKS Katowice ale jednak będąc szczerym Ekstraklasa mnie tak nie jara jak piłka zagraniczna. Nie umiem włożyć w Gieksę tyle swojego serducha co w Ajax czy Barcę, nawet po jej powrocie do Ekstraklasy. Choć oczywiście śledzę od czasu do czasu i życzę im wszystkiego najlepszego.
A na biegunie antypatii chyba głównie Real Madryt, Bayern Monachium i Chelsea
Pierwszego z tej listy uzasadniać nie trzeba. Z Bayernem jest taka sytuacja że przez lata ich szanowałem ale z czasem zaczęli mnie irytować tym że komentują za bardzo inne kluby i wciskają nos w nie swoje i mój szacunek poszedł w pizdu. No a Chelsea zawsze mi działała na nerwy. To od nich się zaczęły te wszystkie oligarchy i szejki. W dodatku o ile takie City wydaje te tryliardy przynajmniej na ładną dla oka grę o tyle Chelsea wpompowała przez ostatnie dekady tyle hajsu ale nigdy im nie zależało na tym by dać światu trochę ładnej piłki.
To chyba tyle. W Holandii w zasadzie nie mam wrogów. Owszem, może i nie pałam miłością do PSV czy Feyenoordu ale gdyby któryś z tych klubów był zagrożony degradacją, upadkiem czy czymkolwiek takim to byłbym pierwszym który chciałby biec z pomocą bo zależy mi na dobrej organicznej pracy tych klubów, by w swoich akademiach również szkoliły przyszłe świetne pomarańczki. Tak więc w Holandii mimo własnych preferencji jednak mam podejście że mam tam ewentualnie rywali, ale na pewno nie wrogów.



