No tak, ale bardziej ubolewam nad własną słabością, że przy tygodniowym obciążeniu pracą chętniej daję się skusić jakiemuś meczowi Evertonu z Crystal Palace niż książce, która mi zalega na półce od przeszło roku.
U mnie audiobooków mało wchodzi, tylko podczas spacerów, na zmianę z podcastami (tych drugich więcej). Ale oczywiście liczę je jako książki.



