1/2 finału
Senegal - Egipt 1:0 (Mane 78')
Był to jeden z najsłabszych meczów tego turnieju. Egipt wyszedł na boisko nastawiony ultradefensywnie, Marmoush czy Salah byli praktycznie odcięci od piłek. Trzeba oddać Faraonom, że bronili się bardzo skutecznie, bo w 1. połowie Senegalczycy oprócz paru uderzeń z dystansu nie pokazali wiele w ofensywie. Także w 2. połowie umiarkowane zagrożenie stwarzane pod bramką El Shenawy'ego ograniczało się do uderzeń z dystansu, najczęściej zresztą niecelnych. Dopiero w 78 min. Mane kapitalnie przymierzył sprzed pola karnego, po czym okazało się, że Egipt nie ma dość argumentów by jeszcze się z tego podnieść. W 82 min. prowadzenie Lwów Terangi mógł jeszcze podwyższyć Pape Gueye, jednak poślizgnął się przy uderzeniu i posłał piłkę nad bramką. Po tym meczu jeszcze bardziej żałuję, że to nie Wybrzeże Kości Słoniowej wygrało ćwierćfinał z Egiptem - pojedynek Słoni z Senegalem na pewny byłby lepszy niż ta bryndza.
Nigeria - Maroko 0:0, karne 2:4
Drugi półfinał też nie porwał, choć trzeba uczciwie przyznać, że piłkarskiej jakości było nieco więcej. W 1. połowie przeważali gospodarze turnieju, już w 9 mi. Brahim Diaz był bliski zdobycia gola, uderzył centymetry obok dalszego słupka. przyczajona i czekająca na swoją szansę Nigeria stworzyła sobie tylko jedną poważną okazję bramkową - w 14 min. Lookman uderzeniem sprzed pola karnego sprawił problemy marokańskiemu bramkarzowi. W 40 min. Saibari efektownym dryblingiem uwolnił się w polu karnym spod opieki dwóch obrońców, ale jego strzał obronił Nwabali. W 2. połowie obraz gry nie uległ specjalnej zmianie, Maroko nadal było aktywniejsze w ofensywie, zaś Nigeria w żaden sposób nie pokazywała w ofensywie swojego ogromnego potencjału. W dogrywce żaden z zespołów nie chciał zaryzykować, zaś w konkursie jedenastek po stronie Super Orłów pomylili się Chukwueze i Onyemaechi, co zaprzepaściło szanse Nigerii na awans.
Mecz o 3. miejsce
Egipt - Nigeria 0:0, karne 2:4
Obaj selekcjonerzy wystawili w wyjściowych jedenastkach na mecz o brąz wielu rezerwowych. Dość powiedzieć, że w nigeryjskim zespole na ławce zasiedli Osimhen i Lookman, zaś u Egipcjan Marmoush. Mimo to w 1. połowie spotkanie było trochę ciekawsze niż półfinałowe męczarnie. W 27 min. po dograniu z prawego skrzydła i niepewnej interwencji Nwabaliego przed szansą staną Salah, jednak z dość ostrego kąta trafił tylko w boczną siatkę. W 36 min. Nigeryjczycy trafili do siatki, arbiter uznał jednak (chyba słusznie), że Onuachu faulował uderzając rywala łokciem. Po przerwie, tuż po wznowieniu gry, znów do siatki trafiły Super Orły, jednak trafienie wprowadzonego na boisko w przerwie Lookmana nie zostało uznane z powodu spalonego. Trzeba przyznać, że wprowadzenie na boisko w 2. połowie gwiazd po obu stronach niespecjalnie zmieniło obraz gry. Jedenastki tym razem lepiej wykonywali Nigeryjczycy, przerywając tym samym kiepską passę przegrywanych konkursów jedenastek przeciwko DR Kongo w eliminacjach Mundialu oraz Marokańczykom w półfinale PNA. Po stronie egipskiej pomyliły się największe gwiazdy - Nwabali obronił strzały Salaha i Marmousha.
Finał
Senegal - Maroko 1:0 (P. Gueye 94')
Co tu dużo mówić, pewnie większość forumowiczów widziała, co wydarzyło się wczoraj w Rabacie. Oba zespoły mogły rozstrzygnąć ten mecz na swoją korzyść na długo, zanim doszło do cyrku w doliczonym czasie gry. W 1. połowie stuprocentowej sytuacji na Senegalu nie wykorzystał w 38 min. Ndiaye, którego strzał w sytuacji sam na sam obronił nogą Bono. Z kolei w 57 min. po świetnym podaniu między linię obrony a bramkarz świetnej sytuacji nie wykorzystał El Kaabi, z bliska pudłując. W doliczonym czasie gry zaczęły dziać się cuda. Najpierw głową do siatki trafił Ismaila Sarr, choć faul chyba faktycznie wcześniej był. Później miękki karny dla Maroka (Brahim Diaz dołożył tam sporo od siebie przy upadku, choć kontakt rzeczywiście był), zejście z boiska piłkarzy Senegalu i interwencja Mane, który namówił kolegów do powrotu z szatni na boisko. Brahim Diaz spajacował karnego fatalnie wykonaną Panenką - Mendy wykonał przecież ruch, a i tak miał jeszcze dość czasu by skorygować decyzję i bez problemu wyłapać piłkę. Ta sytuacja chyba nieco podłamała Marokańczyków, bo w dogrywce szybko stracili gola (Papa Gueye kapitalnie uderzył od poprzeczki), a później nie potrafili odzyskać inicjatywy. Myślałem, że końcówka będzie oblężeniem bramki Mendy'ego, ale do niczego takiego nie doszło. Przeciwnie, to Senegalczycy byli bliżsi podwyższenia wyniku (było m.in. pudło na pustą bramkę z kilku metrów), zaś skutecznie wybijani z rytmu Marokańczycy tylko raz rzeczywiście zagrozili senegalskiej bramce, kiedy piłka odbiła się od poprzeczki.
Obiektywnie rzecz biorąc nie był to może najbardziej ekscytujący z turniejów PNA - brakowało czarnego konia i niespodzianek, goli nie było wiele, a poziom meczów strefy medalowej pozostawiał wiele do życzenia. Niesamowity przebieg finału przejdzie jednak do historii, a dla mnie osobiście turniej ten był szczególny ze względu na pięciodniowy wyjazd do Maroka na cztery mecze fazy grupowej.



