Hitów z polskiej służby zdrowia ciąg dalszy. Jak pisalem w zeszłą środę, moja Mama wylądowała na neurologii z podejrzeniem udaru. Tomograf nie był jednoznaczny, konieczny był rezonans. Ten wyznaczono już na poniedziałek, w ramach innych badań założyli między innymi holtera. Miał być na 24 godziny, ale w weekend nie miał kto go zdjąć, więc zdjęli w poniedziałek. Rezonans jednoznaczny- udar. Ponieważ neurologicznie nic już się nie działo, dla oddziału pacjentka do wypisu po 9 dniach od przyjęcia, czyli w piątek. Skierowanie na rehabilitację oczywiście dadzą, ale kiedy będzie termin- nie wiadomo...
Jakimś cudem udało się jednak uzyskać bezpośrednie przeniesienie z oddziału na oddział w tym samym szpitalu, ale to i tak wymaga wizyty w izbie przyjęć, bo tego życzy sobie nfz... A dziś patrzę, Mama znów ma holtera, idę do lekarza prowadzącego, swoją drogą już czwartego, a ten bardzo zdziwiony że go zlecił... I codziennie jakiś taki kwiat wychodzi, oszaleć można.



